1. Niech fregaty tańczą
Niech fregaty tańczą na niebie,
Przybywając z góry, niosą odnowienie.
Niech przybędą z okrzykiem radości,
Ze słońcem na piersi, z jutrzenki promieniem.
Niech wiatry jedynej przestrzeni
Ześlą je nam ku pociesze,
Ku odnowieniu więzów braterstwa,
Co porzuciliśmy, grzebiąc je w niezliczonych troskach
I w zapomnieniu.
Niech teraz, patrząc na nie jako prawdziwych Duti
Królestwa samej przejżystości natury
Tego, co jest,
Śpiewają ich pieśń o pocieszeniu,
O końcu trosk i nieszczęść,
O trwaniu bezkresnym, łagodnym
Niezmąconej czystej obecności.
- Niech się ona nam ziści
- Niech nam się urzeczywistni.
Fregaty i mewy też wszystkie
Kołują jako zwiastuny przeznaczenia i losu,
Rozrzucają dla nas ziarna obecności
- ziarna bezcenne, z wysokich pięter Nieba.
Znając ich smak, dzielą się z nami,
Zapraszają do wspólnej biesiady.
2. kruk samotny bez
Kruk samotny bez głowy,
Co bezpiecznie wtula się w korzuch piór gęstoczarny,
i zamarł, jest jak gałąź lub kamień,
jest trwaniem i niczym więcej.
Umiejętnie współgra ten bezruch i pejzarz zimowy, martwy…
Ptak niepodobny do ptaków,
co stracił dawno swą głowę pod kołnierzem z piór
i zapadł się, przysnął
jest prawdziwym hardcorem…
Od tej pory niech nikt nie waży się
Wypowiadać tego słowa bez odpowiedniej przyczyny.
Hardcorem, zaiste, jest kruk samotny zimowy wrośnięty w gałąź
i nie bardziej obecny, i nie mniej obecny niż gałąź,
który jest gałęzią,
i śniegiem
oraz bezdechem
ten medytator
jest prawdziwym hardcorem
piątek, 31 grudnia 2010
czwartek, 30 grudnia 2010
Praktyki światła: joga, szamanizm i dzogczen – wielka doskonałość.
Zainteresowani medytacją i poglądem dzogczen i nie tylko mają świadomość, że ostateczną formą praktyki, tajemną, jest thogal, znane jako przewyższenie najwyższego, przez co osiąga się jedną z najwyższych form urzeczywistnienia - ciało tęczy. Jest to praktyka światła, w której ogólnie rzecz biorąc, wykorzystuje się naturalne światło słoneczne i jego właściwości. Jedna z niewielu pozycji książkowych na ten temat, autorstwa 17- wiecznego tybetańskiego mistrza Tsele Natsok Rangdrol, posiada znamienny tytuł: „Życiodajna siła Słońca”, znana także jako „Krąg Słońca”.
1. Geneza głównych praktyk słońca: surya jogi i thogal (dzogczen – wielkiej doskonałości)
Nasuwa się zaraz przypuszczenie, że ezoteryczne praktyki sześciu lamp 1 mogą mieć pewien związek z pradawną Suryayogą, yogą Słońca, która jest zapewne starsza od thogal, jeśli wiązać thogal bezpośrednio z przekazem Garaba Dordże, który żył w III wieku p.n.e. Ciekawym i ważnym faktem jest miejsce pochodzenia Garaba Dordże. Był nim niewielki kraj położony w północno-zachodniej części Indii zwany, nomen omen, Ogjen. Sam Garab w tamtejszym zbliżonym do sanskrytu języku, nosił imię Praharśa Wadżra – Radosny/a Wadżra. Kierując się nie tylko samym skojarzeniem fonetycznym, lecz podnosząc wspólność kulturową ludów indoeuropejskich, do których zaliczają się również narody słowiańskie, wyraz ‘ogjen’ do złudzenia przypomina nasz polski wyraz ‘ogień’ oraz sanskrycki ‘agni’ – ogień, a także, zdaje się, dawnosłowiański „ogoni”. 2 To by wskazywało na kontekst kulturowy tych praktyk, historyczne podłoże, choć zgodnie z tradycją wtajemniczenie Praharśa Wadżry ma charakter bezpośredni, jest zapoczątkowaniem linii i nie ma nikogo, kto mu nauki te wcześniej przekazał.
Geneza Suryayogi, czy jej form pierwotnych, jest zapewne tak odległa, jak początki ludzkiej aktywności w sferze sacrum, które wyznacza obecność Słońca na niebie oraz wskrzeszenie ognia. Czasem zalicza się ją do sanatanadharmy, czyli odwiecznej wiedzy i praktyki, którą przekazuje człowiekowi bezpośrednio Słońce, zajmujące szczególną pozycję w hierarhii stworzenia, żeby nie rzec językiem Gurdżijewa, w promieniu stworzenia i ewolucji. Alternatywą dla tego z grubsza nakreślonego tła powstania właściwej i szczytowej metody dzogczen, owianej do dzisiaj wielką tajmnicą, jest stare bon-po, ludyczna forma pierwotnej religii mieszkańców Tybetu o charakterze szamanistycznym, skoncentrowana na idei słonecznej. Nie zagłębiając się w te przypuszczalne i prawdopodobne historycznoreligijne paralele sąsiadujących, bądź co bądź, tradycji, uwagę moją zwrócił inny rodzaj podobieństwa. Podobieństwa między mądrością kontemplacji dzogczen, a zasadniczym poglądem szamanizmu peruwiańskiego, rodem z Machu Picchu i tamtejszej świątyni Słońca. Według żyjącego współcześnie praktykującego szamana Don Victora Estrada 3 „wszystkie formy natury są Mistrzem”. Ta prawda i założenie jest uchwyceniem bardzo ważnej idei, od której wychodzą różne działania i praktyki kontemplacyjne szamanizmu. W tym świetle rozumieć należy związek człowieka ze światem roślin, zwierząt i materii nieożywionej. Jest to pogląd niedualistyczny charakterystycny dla yogi i dzogczen, który łączy mądrość przejawionej natury w jej różnorodności form z mądrością poznania, że nie zależnie od rodzaju przejawień, niezależnie od form jakie życie przybiera, wszelkie formy są przejawem Absolutu. Konkluzją tymczasową tego jest zauważenie roli jaką odgrywało i nadal odgrywa sun gazing, czyli wpatrywanie się w słońce. Słońce, stanowiąc najwyższą i najdoskonalszą emanację Jedynego w świecie materialnym, naturalnie stanowi ‘najwyższą’ formę przyswajania Jego właściwości, stąd nie trudno zrozumieć rolę rytuałów i technik nie tylko słonecznych, ale i tych związanych z ogniem takich, jak agnihotra, fire gazing, itp. Medytując na określonym obiekcie, asymilujemy się do niego, zgodnie z poglądem Jnanasankalini Tantry, że:”Stajesz się formą, na której medytujesz”, osiągasz formę, do której się asymilujesz, „dlatego za wszelką cenę medytuj na bezforemnym”. Może, jeśli sobie uświadamiasz konsekwencje swoich działań, trwając świadomie w poglądzie, że „wszystkie formy są Mistrzem” tak bliskim również duchowi dzogczen, skupiając uwagę i energię na ogniu, przyswajasz w sposób bezpośredni jego właściwości: jasność, przenikliwość, przejżystość i energię oraz wszystkie te jakości, które stanowią samą esencję życia, a więc z formą, jako niższej rangi produktem czy wytworem nie mają związku. Owszem, jasność energi światła posiada niezgłębione właściwości, asymilując się do nich i stopniowo przekształcając swoją cielesno-psychiczną powłokę (sanskr. kaja, ciało) w esenscjonalne składniki światła (wg. dzogczen jest ich 5, tak jak 5 kolorów tęczy, czyli sambhogakaya – ciało bogactwa esencjonalnych elementów [światła]) 4, można bardzo szybko i w znacznym stopniu wznieść swój poziom istnienia na poziom poza samsarą.
2. Nowy wymiar celibatu (kadag) – czystości jako warunku oświecenia i podstawy praktyki ze światłem
Istnieją, oczywiście, dodatkowe i konieczne warunki jakie należy spełnić. Gdy chodzi o dzogczen jego obraz nie może być pełny, gdy się pominie tregczie (trekczo), a w zasadzie kadag trekcho, które oznacza „przecięcie” poprzez utrzymanie i zachowanie czystości, co odnosi się do stanu kontemplacji, a co tutaj osiąga jakąś szczególną i techniczną niemal wartość, jest podstawowym założeniem, od którego przyswojenia zależy, czego nauczyciele dzogczen są świadomi, sukces na ścieżce. Tutaj, przywołany zostaje tak często wypierany ze świadomości współczesnej celibat, który w istocie, jako niekoniecznie jednoznacznie tylko fizyczne zrzeczenie się (odcięcie) czerpania przyjemności z pewnych określonych doznań zmysłowych, ale prawdziwe i całkowite odcięcie wpływów zmysłowej natury na własną świadomość zwiększa gwarancję nienaruszalności czystego naturalnego stanu. Otóż, ten szczególnie subtelny wysublimowany stan wymaga zastosowania odcięcia i to w sposób zwielokrotniony. Tak i w nierozumianym często celibacie (przez powierzchowność opinii w kontekście katolickiego chrześcijaństwa), jego sens zasadza się na długotrwałej pracy nad nienaruszalnością intencji tak, by nie przesłaniać przedmiotu kontemplacji oraz zapewnić płynność przebiegów energetycznych w relacji Bóg - człowiek. Przy czym, prawdziwa natura celibatu w rozumieniu dzogczen, skupia się w swojej metodzie na sferze psychicznej - intencji, a nawet intuicji. Chodzi o to, by nie dopuścić do zakłóceń kontemplacyjnej natury, poprzez uświadomienie, że dążenie do doskonalenia tej zdolności, i doskonałości jako takiej, wymaga całkowitego przecięcia wszelkich uwarunkowań, a więc także tych zakłóceń, które niewątpliwie wystąpią jako produkt uboczny skomasowanej, w postaci wartkiego prądu, kontemplacji. Oczywiście, naświetlenie to, które z praktycznego punktu widzenia, jak i czysto też teoretycznego, jest nieodzowne, jest rezultatem mojego konkretnego doświadczenia. Mógłbym więcej o tym napisać. Myślę, że pole tej praktyki jest szczególnie cenne nie tylko dla samych zainteresowanych dzogczen, buddyzmem czy yogą, lecz składa się na wspólne doświadczenie duchowości rozumianej jako praca nad samodoskonaleniem siebie i jako takie może i powinno być wykorzystane do badań o szerszym zasięgu. Sądzę, że z tych doświadczeń mogą czerpać zwolennicy różnych duchowych kierunków.
Ostatnia uwaga odnośnie przecięcia. W dzogczen (doskonałości) dużo ważniejsze jest zachowanie intencji, niż sam akt i działanie. Umysł decyduje o kierunku realizacji. Jest to na pewnym planie grą, w której wyższa jaźń wystawia ego na szereg prób, raz łatwych, raz trudnych (skala ich trudności rośnie miarowo), lecz powtórzę, że doznanie przyjemności zmysłowej samo w sobie nie jest złe, lecz decydujące są okoliczności jakie sprawiają skonsumowanie owocu. W dzogczen owocem i to nad wyraz 'smacznym', mającym związek z silnymi przeżyciami psycho-fizycznymi, emocjonalnymi jest sambhogakaja – bogactwo wizji i doświadczeń. W tym się zaznacza ta szczególna niepowtarzalna cecha podejścia dzogczen, że choć stosując jednak wyrzeczenie tak, jak je stosuje (jako przecięcie w i do czystości), nie staje się niewolnikiem tej koncepcji, ponieważ gdyby tak miało być, zaprzeczyłoby sobie samemu. Wtenczas nie moglibyśmy rozważać tu i teraz o dzogczen, stracilibyśmy je z pola widzenia. Dlatego dzogczen ma w sobie tyle nieprzepartego uroku, bo nie da się o nim powiedzieć wszystkiego, on sam wymyka się definicji, bo jest zawsze o krok przed wszelkim konceptualizowaniem, bo nic nie jest w stanie oddać czy przewyższyć stanu czystej kontemplowanej wiedzy, jeśli ten stan się pojawia.
3. Dalsze pobieżne rozrysowanie związków tradyji solarnych
Jakkolwiek, techniki i ryty słoneczne oraz ognia mają esencjonalne znaczenie dla szeregu duchowych tradycji, w tym szczególnie dla braminizmu, yogi, szamanizmu i dzogczen (thogal), ważne jest by nie stracić poczucia pewnej hierarhii i równowagi. Systemy yogi, jak i dzogczen, które jest yogą w istocie o zabarwieniu szamańskim (pierwotną formą dzogczen był ludyczny bon-po, którego symbolem jest solarny symbol swastyki), kładą nacisk na całościowy, komplementarny rozwój jednostki we wszystkich aspektach (dzogczen wymienia ciało, energię i umysł). Jeśli dzogczen praktykuje yantra yogę do złudenia przypominającą indyjską hathayogę, to niektóre praktyki suryayogi, jak choćby te w wydaniu Yogendry Gurunath Siddhanath 5, są osadzone w szerszym kontekście gestów rytualnych zwanych mudrami. Surya joga jest w zasadzie formą, być może esencjonalną, kriya yogi, która stanowi szerokie zaplecze lecznicze, złożone z szeregu form metod, które mają na celu wspomagać i balansować wszystkie aspekty życia ludzkiego. Techniki te słyną ze swojej skuteczności i posiadają wielu zwolenników. Natomiast, intrygująca jest geneza tych technik. Ponad wszelką wątpliwość nie da się jej precyzyjnie określić, mówi się o 3000 lat przed Chr. Wydaje się, że techniki te ewoluowały stopniowo, natomiast ich specyfika osadzająca się na elemencie samouzdrowienia, pozwala je łączyć w bliskiej relacji do leczniczych technik szamańskich, o których już tak dużo i genialnie napisał Eliade 6, i określić je jako bardziej rozwiniętą wysublimowaną formę szamanizmu. Nie rozpisując się za wiele na ten temat, można uznać kriya yogę za wyższą uwewnętrznioną formę szamanizmu, jeśli za taki uznamy dążanie do uleczenia i umożliwienia nawiązania konatku człowieka z jego wewnętrznym bóstwem, w efekcie czego osiąga on oświecenie. W tym świetle dostatecznie jasno wydają się rysować związki między ezoterycznymi naukami dzogczen, kriya yogi, agni yogi, czy dużo prostszą surya yogą, a historycznie najstarszą formą ludzkiej działalności w sferze sacrum – szamanizmem.
-----------------
1. http://en.wikipedia.org/wiki/Dzogchen
2 Związki te i inne opisał znany wąskim kręgom znawca braminizmu wedyjskiego, Adam
Wojtanek, m.in. w: „Związki jogi i kultów Dawnych Słowian”, Warszawa, 1999.
3 http://www.healingspirit.com/journal/peru-quest/
4 Namkhai Norbu: "Kryształ i ścieżka światła. Sutra, tantra i dzogczen", Wyd. "A", Kraków 2001, .
5 http://hamsayoga.org/siddhanath-surya-yoga
6 Mircea Eliade: "Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy", wyd. PWN, Warszawa 1994.
1. Geneza głównych praktyk słońca: surya jogi i thogal (dzogczen – wielkiej doskonałości)
Nasuwa się zaraz przypuszczenie, że ezoteryczne praktyki sześciu lamp 1 mogą mieć pewien związek z pradawną Suryayogą, yogą Słońca, która jest zapewne starsza od thogal, jeśli wiązać thogal bezpośrednio z przekazem Garaba Dordże, który żył w III wieku p.n.e. Ciekawym i ważnym faktem jest miejsce pochodzenia Garaba Dordże. Był nim niewielki kraj położony w północno-zachodniej części Indii zwany, nomen omen, Ogjen. Sam Garab w tamtejszym zbliżonym do sanskrytu języku, nosił imię Praharśa Wadżra – Radosny/a Wadżra. Kierując się nie tylko samym skojarzeniem fonetycznym, lecz podnosząc wspólność kulturową ludów indoeuropejskich, do których zaliczają się również narody słowiańskie, wyraz ‘ogjen’ do złudzenia przypomina nasz polski wyraz ‘ogień’ oraz sanskrycki ‘agni’ – ogień, a także, zdaje się, dawnosłowiański „ogoni”. 2 To by wskazywało na kontekst kulturowy tych praktyk, historyczne podłoże, choć zgodnie z tradycją wtajemniczenie Praharśa Wadżry ma charakter bezpośredni, jest zapoczątkowaniem linii i nie ma nikogo, kto mu nauki te wcześniej przekazał.
Geneza Suryayogi, czy jej form pierwotnych, jest zapewne tak odległa, jak początki ludzkiej aktywności w sferze sacrum, które wyznacza obecność Słońca na niebie oraz wskrzeszenie ognia. Czasem zalicza się ją do sanatanadharmy, czyli odwiecznej wiedzy i praktyki, którą przekazuje człowiekowi bezpośrednio Słońce, zajmujące szczególną pozycję w hierarhii stworzenia, żeby nie rzec językiem Gurdżijewa, w promieniu stworzenia i ewolucji. Alternatywą dla tego z grubsza nakreślonego tła powstania właściwej i szczytowej metody dzogczen, owianej do dzisiaj wielką tajmnicą, jest stare bon-po, ludyczna forma pierwotnej religii mieszkańców Tybetu o charakterze szamanistycznym, skoncentrowana na idei słonecznej. Nie zagłębiając się w te przypuszczalne i prawdopodobne historycznoreligijne paralele sąsiadujących, bądź co bądź, tradycji, uwagę moją zwrócił inny rodzaj podobieństwa. Podobieństwa między mądrością kontemplacji dzogczen, a zasadniczym poglądem szamanizmu peruwiańskiego, rodem z Machu Picchu i tamtejszej świątyni Słońca. Według żyjącego współcześnie praktykującego szamana Don Victora Estrada 3 „wszystkie formy natury są Mistrzem”. Ta prawda i założenie jest uchwyceniem bardzo ważnej idei, od której wychodzą różne działania i praktyki kontemplacyjne szamanizmu. W tym świetle rozumieć należy związek człowieka ze światem roślin, zwierząt i materii nieożywionej. Jest to pogląd niedualistyczny charakterystycny dla yogi i dzogczen, który łączy mądrość przejawionej natury w jej różnorodności form z mądrością poznania, że nie zależnie od rodzaju przejawień, niezależnie od form jakie życie przybiera, wszelkie formy są przejawem Absolutu. Konkluzją tymczasową tego jest zauważenie roli jaką odgrywało i nadal odgrywa sun gazing, czyli wpatrywanie się w słońce. Słońce, stanowiąc najwyższą i najdoskonalszą emanację Jedynego w świecie materialnym, naturalnie stanowi ‘najwyższą’ formę przyswajania Jego właściwości, stąd nie trudno zrozumieć rolę rytuałów i technik nie tylko słonecznych, ale i tych związanych z ogniem takich, jak agnihotra, fire gazing, itp. Medytując na określonym obiekcie, asymilujemy się do niego, zgodnie z poglądem Jnanasankalini Tantry, że:”Stajesz się formą, na której medytujesz”, osiągasz formę, do której się asymilujesz, „dlatego za wszelką cenę medytuj na bezforemnym”. Może, jeśli sobie uświadamiasz konsekwencje swoich działań, trwając świadomie w poglądzie, że „wszystkie formy są Mistrzem” tak bliskim również duchowi dzogczen, skupiając uwagę i energię na ogniu, przyswajasz w sposób bezpośredni jego właściwości: jasność, przenikliwość, przejżystość i energię oraz wszystkie te jakości, które stanowią samą esencję życia, a więc z formą, jako niższej rangi produktem czy wytworem nie mają związku. Owszem, jasność energi światła posiada niezgłębione właściwości, asymilując się do nich i stopniowo przekształcając swoją cielesno-psychiczną powłokę (sanskr. kaja, ciało) w esenscjonalne składniki światła (wg. dzogczen jest ich 5, tak jak 5 kolorów tęczy, czyli sambhogakaya – ciało bogactwa esencjonalnych elementów [światła]) 4, można bardzo szybko i w znacznym stopniu wznieść swój poziom istnienia na poziom poza samsarą.
2. Nowy wymiar celibatu (kadag) – czystości jako warunku oświecenia i podstawy praktyki ze światłem
Istnieją, oczywiście, dodatkowe i konieczne warunki jakie należy spełnić. Gdy chodzi o dzogczen jego obraz nie może być pełny, gdy się pominie tregczie (trekczo), a w zasadzie kadag trekcho, które oznacza „przecięcie” poprzez utrzymanie i zachowanie czystości, co odnosi się do stanu kontemplacji, a co tutaj osiąga jakąś szczególną i techniczną niemal wartość, jest podstawowym założeniem, od którego przyswojenia zależy, czego nauczyciele dzogczen są świadomi, sukces na ścieżce. Tutaj, przywołany zostaje tak często wypierany ze świadomości współczesnej celibat, który w istocie, jako niekoniecznie jednoznacznie tylko fizyczne zrzeczenie się (odcięcie) czerpania przyjemności z pewnych określonych doznań zmysłowych, ale prawdziwe i całkowite odcięcie wpływów zmysłowej natury na własną świadomość zwiększa gwarancję nienaruszalności czystego naturalnego stanu. Otóż, ten szczególnie subtelny wysublimowany stan wymaga zastosowania odcięcia i to w sposób zwielokrotniony. Tak i w nierozumianym często celibacie (przez powierzchowność opinii w kontekście katolickiego chrześcijaństwa), jego sens zasadza się na długotrwałej pracy nad nienaruszalnością intencji tak, by nie przesłaniać przedmiotu kontemplacji oraz zapewnić płynność przebiegów energetycznych w relacji Bóg - człowiek. Przy czym, prawdziwa natura celibatu w rozumieniu dzogczen, skupia się w swojej metodzie na sferze psychicznej - intencji, a nawet intuicji. Chodzi o to, by nie dopuścić do zakłóceń kontemplacyjnej natury, poprzez uświadomienie, że dążenie do doskonalenia tej zdolności, i doskonałości jako takiej, wymaga całkowitego przecięcia wszelkich uwarunkowań, a więc także tych zakłóceń, które niewątpliwie wystąpią jako produkt uboczny skomasowanej, w postaci wartkiego prądu, kontemplacji. Oczywiście, naświetlenie to, które z praktycznego punktu widzenia, jak i czysto też teoretycznego, jest nieodzowne, jest rezultatem mojego konkretnego doświadczenia. Mógłbym więcej o tym napisać. Myślę, że pole tej praktyki jest szczególnie cenne nie tylko dla samych zainteresowanych dzogczen, buddyzmem czy yogą, lecz składa się na wspólne doświadczenie duchowości rozumianej jako praca nad samodoskonaleniem siebie i jako takie może i powinno być wykorzystane do badań o szerszym zasięgu. Sądzę, że z tych doświadczeń mogą czerpać zwolennicy różnych duchowych kierunków.
Ostatnia uwaga odnośnie przecięcia. W dzogczen (doskonałości) dużo ważniejsze jest zachowanie intencji, niż sam akt i działanie. Umysł decyduje o kierunku realizacji. Jest to na pewnym planie grą, w której wyższa jaźń wystawia ego na szereg prób, raz łatwych, raz trudnych (skala ich trudności rośnie miarowo), lecz powtórzę, że doznanie przyjemności zmysłowej samo w sobie nie jest złe, lecz decydujące są okoliczności jakie sprawiają skonsumowanie owocu. W dzogczen owocem i to nad wyraz 'smacznym', mającym związek z silnymi przeżyciami psycho-fizycznymi, emocjonalnymi jest sambhogakaja – bogactwo wizji i doświadczeń. W tym się zaznacza ta szczególna niepowtarzalna cecha podejścia dzogczen, że choć stosując jednak wyrzeczenie tak, jak je stosuje (jako przecięcie w i do czystości), nie staje się niewolnikiem tej koncepcji, ponieważ gdyby tak miało być, zaprzeczyłoby sobie samemu. Wtenczas nie moglibyśmy rozważać tu i teraz o dzogczen, stracilibyśmy je z pola widzenia. Dlatego dzogczen ma w sobie tyle nieprzepartego uroku, bo nie da się o nim powiedzieć wszystkiego, on sam wymyka się definicji, bo jest zawsze o krok przed wszelkim konceptualizowaniem, bo nic nie jest w stanie oddać czy przewyższyć stanu czystej kontemplowanej wiedzy, jeśli ten stan się pojawia.
3. Dalsze pobieżne rozrysowanie związków tradyji solarnych
Jakkolwiek, techniki i ryty słoneczne oraz ognia mają esencjonalne znaczenie dla szeregu duchowych tradycji, w tym szczególnie dla braminizmu, yogi, szamanizmu i dzogczen (thogal), ważne jest by nie stracić poczucia pewnej hierarhii i równowagi. Systemy yogi, jak i dzogczen, które jest yogą w istocie o zabarwieniu szamańskim (pierwotną formą dzogczen był ludyczny bon-po, którego symbolem jest solarny symbol swastyki), kładą nacisk na całościowy, komplementarny rozwój jednostki we wszystkich aspektach (dzogczen wymienia ciało, energię i umysł). Jeśli dzogczen praktykuje yantra yogę do złudenia przypominającą indyjską hathayogę, to niektóre praktyki suryayogi, jak choćby te w wydaniu Yogendry Gurunath Siddhanath 5, są osadzone w szerszym kontekście gestów rytualnych zwanych mudrami. Surya joga jest w zasadzie formą, być może esencjonalną, kriya yogi, która stanowi szerokie zaplecze lecznicze, złożone z szeregu form metod, które mają na celu wspomagać i balansować wszystkie aspekty życia ludzkiego. Techniki te słyną ze swojej skuteczności i posiadają wielu zwolenników. Natomiast, intrygująca jest geneza tych technik. Ponad wszelką wątpliwość nie da się jej precyzyjnie określić, mówi się o 3000 lat przed Chr. Wydaje się, że techniki te ewoluowały stopniowo, natomiast ich specyfika osadzająca się na elemencie samouzdrowienia, pozwala je łączyć w bliskiej relacji do leczniczych technik szamańskich, o których już tak dużo i genialnie napisał Eliade 6, i określić je jako bardziej rozwiniętą wysublimowaną formę szamanizmu. Nie rozpisując się za wiele na ten temat, można uznać kriya yogę za wyższą uwewnętrznioną formę szamanizmu, jeśli za taki uznamy dążanie do uleczenia i umożliwienia nawiązania konatku człowieka z jego wewnętrznym bóstwem, w efekcie czego osiąga on oświecenie. W tym świetle dostatecznie jasno wydają się rysować związki między ezoterycznymi naukami dzogczen, kriya yogi, agni yogi, czy dużo prostszą surya yogą, a historycznie najstarszą formą ludzkiej działalności w sferze sacrum – szamanizmem.
-----------------
1. http://en.wikipedia.org/wiki/Dzogchen
2 Związki te i inne opisał znany wąskim kręgom znawca braminizmu wedyjskiego, Adam
Wojtanek, m.in. w: „Związki jogi i kultów Dawnych Słowian”, Warszawa, 1999.
3 http://www.healingspirit.com/journal/peru-quest/
4 Namkhai Norbu: "Kryształ i ścieżka światła. Sutra, tantra i dzogczen", Wyd. "A", Kraków 2001, .
5 http://hamsayoga.org/siddhanath-surya-yoga
6 Mircea Eliade: "Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy", wyd. PWN, Warszawa 1994.
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Wajra Guru Mantra i jej wielka terma
Wadżra Guru Mantra to 12-sylabowa mantra Padmasambhawy, Guru Rinpocze, „Cennego Guru”, żyjącego na przełomie 8/9 wieku n.e. Poniższy tekst jest tłumaczeniem termy (ukrytej nauki, skarbu), wyjaśniającej znaczenie mantry. Pierwotny tekst ukryty zapewne przez Mistrza w Tybecie, odkrył w XIV wieku terton Karma Lingpa (przeleżał ok. 600 lat), który następnie przepisał go na złotym papierze. Tekst jest znany jako "Komentarz sylaba po sylabie, wyjaśniający korzyści i zalety Wadżra Guru Mantry". Rozpoczęty inwokacją do Guru Rinpocze, przechodzi w dialog pomiędzy Jeszie Tsogial, duchową partnerką Padmasambhawy, a samym Padmasambhawą. 1)
'Tak oto Jeszie Tsogial rzekła: "Ja, kobieta, Jeszie Tsogial, ofiarowawszy Tobie wewnętrzne i zewnętrzne mandale, rozległe jak niebo, mam następującą prośbę. O wielki nauczycielu Pema Dziungne, byłeś wyjątkowo życzliwy dla nas, ludzi Tybetu, pozostawiając nam swe dziedzictwo, które przynosi pożytek nam teraz i przyszłych żywotach. Twoja dobroć jest tak wielka, że niczego podobnego nie doświadczaliśmy do tej pory i nie doznamy także w przyszłości. W szczególności udzieliłeś mi esencji nauk dotyczących praktyki, toteż teraz, chociaż jestem mało ważną istotą, nie mam wątpliwości, że osiągnę oświecenie. W przyszłości czujące istoty będą posiadać bardzo ograniczone zdolności skupiania uwagi i wiele rzeczy będzie zapychać ich umysły i zajmować je. Ich charaktery będą ordynarne i trudne do poskromienia. Rozwiną wiele błędnych poglądów na temat świętej Dharmy, w szczególności przyjdzie czas, kiedy ludzie będą doznawać rozproszenia słysząc nauki sekretnej mantry wysokich poziomów tantry.
W tym czasie czujące istoty będą cierpieć dotkliwie z powodu chorób, głodu i wojny. Z powodu rozprzestrzeniania się tych nieszczęść, szczególnie Chiny, Tybet i Mongolia będą dotknięte tego rodzaju zamętem, jaki powstaje przy zniszczeniu mrowiska i przyjdzie czas, kiedy ludzie w Tybecie będą cierpieć ogromnie. Chociaż mówiłeś obszernie o wielu zręcznych środkach pozwalających uratować, co tylko możliwe, w tej sytuacji, czujące istoty w przyszłości nie będą mieć czasu na praktykę. Nawet jeśli będą posiadać niewielkie skłonności do praktykowania, będą doświadczać wielu poważnych przeszkód. Czujące istoty będą doświadczać ogromnego zamętu. Nie będą w stanie się skupić, współpracować ze sobą, ani dojść do jakiejkolwiek zgody i w związku z tym ich postępowanie stanie się bardzo nieczyste. Tego rodzaju złe czasy będą trudne do uniknięcia. W związku z tym, jaką korzyść i pożytek odniosą istoty, które w przyszłości będą polegać jedynie na Wadżra Guru Mantrze w swojej praktyce? Pytam o to, dla pożytku tych istot, które w przyszłości nie będą w stanie dostrzec tego same i dlatego trzeba im to wyjaśnić."
Wówczas wielki mistrz Pema Dziungne odrzekł: "O pełna wiary kobieto. To, co powiedziałaś jest w samej rzeczy prawdą. W przyszłości takie [właśnie] czasy nadejdą dla czujących istot i zarówno w doczesnym jak i długoterminowym aspekcie korzyści z Wadżra Guru Mantry mogą być wyraźnie odczute. Ponieważ moje duchowe instrukcje i metody praktyki, które oferuję są niezmierzalne, [przeto] ukryłem wielką liczbę cennych nauk w wodzie, skałach, na niebie itp. W tych złych czasach, nawet istotom ze sprzyjającą karmą trudno będzie spotkać te nauki. Trudno będzie pozyskać wszystkie konieczne okoliczności, aby te nauki mogły być ujawnione. To jest znak, że zbiorowa zasługa istot zanika. Jednakże, w tych [właśnie] czasach jeśli ta esencja mantr, Mantra Wadżra Guru będzie powtarzana tak wiele razy jak to jest możliwe, sto razy, tysiąc razy, dziesięć tysięcy razy, sto tysięcy razy, milion, dziesięć milionów, sto milionów razy, itd., jeśli będzie powtarzana w świętych miejscach, niedaleko wielkich rzek, w miejscach gdzie bogowie i demony przebywają w wielkiej obfitości, jeśli będzie recytowana w tych miejscach przez praktykujących tantryczne nauki i utrzymujących w czystości śluby samaja, przez wyświęconych mnichów, którzy utrzymują czyste ślubowania, przez mężczyzn i kobiety, którzy posiadają wiarę w nauki, jeśli będą oni wzbudzać bodhicittę na wielką skalę i recytować tę mantrę, wówczas pożytki, korzyści i energia takiej praktyki będą naprawdę nie pojęte. Ona odsunie wszystkie negatywne siły chorób, głodu, groźby złych zbiorów i wszelkich złych znaków co do przyszłości, we wszystkich krainach świata, tak, że deszcz spadnie we właściwym czasie na ziarno i będzie zawsze pod dostatkiem wody dla upraw i podtrzymania życia ludzi i zwierząt, a wszystkie krainy i miejsca doznają rozwoju i pomyślnych warunków. W tym życiu i w przyszłych żywotach, oraz w stanie pośrednim pomiędzy śmiercią i narodzinami, istoty praktykujące w ten sposób, będą spotykać mnie nieustannie. Najlepsi z nich spotkają mnie rzeczywiście w ich czuwającej świadomości. Ci o średnich osiągnięciach spotkają mnie w medytacyjnych wizjach, a ci o najmniejszych [zdolnościach] będą spotykać mnie nieustannie w swoich snach. Stopniowo doskonaląc różne ścieżki i poziomy swojej praktyki osiągną oni poziom męskich i żeńskich dzierżycieli esencji świadomości w mojej Czystej Krainie na kontynencie Ngayab. Nie ma co do tego wątpliwości. Jeśli ta mantra będzie powtarzana 100 razy w ciągu dnia, tylko 100 razy bez przerywania, ten który to uczyni będzie atrakcyjny dla innych i bez wysiłku będzie miał zapewnione pożywienie, dobytek i wszystko co niezbędne dla życia. Jeśli ktoś będzie recytował 1000 lub 10 000 razy dziennie, będzie w stanie wpływać na innych swoją błyskotliwością, stanie się bardzo charyzmatyczny, będzie miał moc pozytywnego oddziaływania na innych i osiągnie nie znająca przeszkód siłę błogosławieństw i duchowej mocy. Jeśli ktoś będzie powtarzał 100 000 lub milion razy regularnie, będzie w stanie skutecznie i w niezmierzony sposób przynosić pożytek istotom dokładnie w taki sposób, w jaki zapragnie. Jeśli ktoś będzie wyrecytuje 3 lub 7 milionów razy nie będzie nigdy oddzielony od Buddów trzech czasów i stanie się jednym ze mną. Wszyscy bogowie i demony istnienia będą go słuchać i wysławiać. W najbardziej znakomitych przypadkach istoty [recytujące mantrę] osiągną tęczowe ciało, ostateczny poziom [możliwy do] osiągnięcia podczas życia. Na średnim poziomie, w momencie śmierci aspekty matki i dziecka promiennej świetlistości spotkają się. W końcu, na najniższym poziomie istoty ujrzą mą twarz w stanie bardo a wszystkie zjawiska stanu pośredniego wyzwolą się w ich własnej podstawie, tak że istoty te odrodzą się na kontynencie Ngajab, gdzie będą mogły przynieść niezmierzone dobra innym istotom." W ten sposób Guru odpowiedział Yeszie Tsogial.
Ona zaś odpowiadając rzekła: "O wielki mistrzu. To wyjątkowo łaskawe z twojej strony, że opisałeś te rozległe i nie dające się zmierzyć korzyści i zalety duchowej energii tej mantry. Jednakże, dla dobra czujących istot w przyszłości, szczegółowe wyjaśnienie Wadżra Guru Mantry miałoby ogromny pożytek, toteż, proszę Cię, wyjaśnij w krótki sposób różne sylaby mantry."
Na to wielki mistrz rzekł: " O córko szlachetnej rodziny, Wadżra Guru Mantra jest nie tylko esencja moich mantr, jest ona esencja i żywą energią wszystkich bóstw czterech klas tantry, wszystkich dziewięciu ścieżek [yana] i wszystkich 84 000 nauk Dharmy. Esencja wszystkich Buddów trzech czasów, wszystkich guru, bóstw [jidamów], daków i dakiń, opiekunów Dharmy etc, esencja ich wszystkich zawiera się i jest kompletna wewnątrz tej mantry. Można zapytać, w jaki sposób ona działa, dlaczego wszystko to w pełni zawiera się w tej mantrze? Słuchaj uważnie i zatrzymaj to w swym umyśle. Czytaj to nieustannie dla dobra czujących istot, nauczaj tego i demonstruj istotom w przyszłości".
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG to subtelne esencje oświeconego ciała, mowy i umysłu
BENZA to subtelna esencja niezniszczalnej rodziny
GURU to subtelna esencja rodziny klejnotu
PEMA to subtelna esencja rodziny lotosu
SIDDHI to subtelna esencja rodziny aktywności
HUNG to subtelna esencja rodziny przestrzeni
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM jest wspaniałością i bogactwem sambhogakaji, przejawionego ciała wspaniałości
AH jest totalną, niezmienną doskonałością dharmakaji, przejawionego ciała absolutnej rzeczywistości
HUNG jest doskonała obecnością Guru Padmasambhawy, nirmanakaji, przejawionego ciała emanacji
BENZA jest doskonałością wszystkich gniewnych bóstw mandali
GURU oznacza rdzennych Guru przekazu, dzierżycieli esencji świadomości
PEMA oznacza zgromadzenie daków i dakiń
SIDDHI jest witalną energią wszystkich bóstw bogactwa i strażników nauk
HUNG jest witalną energią dharmapalów, opiekuńczych bóstw
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG to witalne siły trzech klas tantry
BENZA jest witalną siłą klasztornej dyscypliny i nauk zawartych w sutrach
GURU jest witalną siłą nauki abhidharmy i krija jogi, pierwszego poziomu tantry
PEMA jest witalną siłą czarja tantry drugiej klasy tantry i joga tantry
SIDDHI jest witalną siłą nauk maha i anu jogi
HUNG jest witalną siłą ati jogi, Naturalnej Wielkiej Doskonałości
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG oczyszcza zaciemnienia powstające z trzech umysłowych trucizn, pożądania-przywiązania, awersji, i niewiedzy
BENZA oczyszcza zaciemnienia, które powstają z gniewu
GURU oczyszcza zaciemnienia, które powstają z dumy
PEMA oczyszcza zaciemnienia, które powstają z pragnienia i przywiązania
SIDDHI oczyszcza zaciemnienia, które powstają z zazdrości
HUNG oczyszcza zaciemnienia, powstające ze wszystkich emocjonalnych splamień
om ah hung benza guru pema siddhi hung
Poprzez OM AH HUNG urzeczywistnia się trzy ciała Buddy
Poprzez BENZA urzeczywistnia się świadomość podobną zwierciadłu.
Poprzez GURU urzeczywistnia się pierwotną świadomość równości
Poprzez PEMA urzeczywistnia się pierwotną świadomość rozróżniania
Poprzez SIDDHI urzeczywistnia się wszystko-spełniającą pierwotną świadomość
Poprzez HUNG urzeczywistnia się pierwotną świadomość podstawowej przestrzeni
om ah hung benza guru pema siddhi hung
Poprzez OM AH HUNG bogowie, demony i ludzie zostają ujarzmieni
Poprzez BENZA uzyskuje się władzę nad negatywnymi siłami niektórych bogów i demonów
Poprzez GURU uzyskuje się kontrolę negatywnymi siłami Pana Śmierci i demonów pożerających ciała
Poprzez PEMA uzyskuje się kontrolę nad negatywnymi wpływami wody i elementu wiatru
Poprzez SIDDHI uzyskuje się kontrolę nad negatywnymi wpływami pozaludzkich sił i duchów, które szkodzą i w negatywny sposób kontrolują czyjeś życie
Poprzez HUNG uzyskuje się kontrolę nad negatywnymi wpływami konfiguracji planet i duchów ziemi.
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG urzeczywistnia sześć duchowych cnót
BENZA urzeczywistnia uspokajającą aktywność
GURU urzeczywistnia wzbogacającą aktywność
PEMA urzeczywistnia magnetyzującą aktywność
SIDDHI urzeczywistnia oświeconą aktywność w ogólności
HUNG urzeczywistnia gniewną oświeconą aktywność
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG oddala wszelkie przekleństwa i klątwy
BENZA oddala negatywne konsekwencje złamania więzów samaja z bóstwami pierwotnej świadomości
GURU oddala negatywne wpływy ośmiu klas bogów i demonów zjawiskowego świata
PEMA oddala negatywne wpływy światowych bóstw i demonów
SIDDHI oddala negatywne wpływy nagów i duchów ziemi
HUNG oddala negatywne wpływy bogów, demonów, ludzi i samsarycznych bóstw
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG pokonuje armię pięciu mentalnych trucizn
BENZA pokonuje gniew
PEMA pokonuje pożądanie-przywiązanie
SIDDHI pokonuje zazdrość
HUNG pokonuje armie bogów, demonów i ludzi
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG rozwija duchowe osiągnięcia i moce
BENZA rozwija moc łagodnych i gniewnych bóstw
GURU rozwija moc władców świadomości i guru linii
PEMA rozwija moc daków i dakiń, oraz opiekunów Dharmy
SIDDHI rozwija światowe oraz najwyższe moce
HUNG rozwija moc dokonywania wszystkiego, czego się zapragnie
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG przenosi świadomość do czystej sfery doświadczenia
BENZA przenosi świadomość do wschodniej czystej sfery Przejawionej Radości
GURU przenosi świadomość do południowej czystej sfery Wspaniałości i Bogactwa
PEMA przenosi świadomość do zachodniej czystej sfery Wielkiej Szczęśliwości
SIDDHI przenosi świadomość do północnej sfery Niezrównanej Aktywności
HUNG przenosi świadomość do centralnej czystej sfery Nieporuszoności
Jeśli w fizycznym ciele ktoś mógłby zademonstrować choćby jedną recytację OM AH HUNG BENZA GURU PEMA SIDDHI HUNG, cała ziemia nie pomieściłaby zasługi. Wszystkie czujące istoty, które widzą, słyszą lub przypominają sobie tę mantrę staną się z pewnością męskimi i żeńskimi władcami świadomości. Jeśli się zdarzy, że te słowa prawdy Wadżra Guru Mantry nie spełnią czującym istotom, tego czego pragną one dokonać, tak jak obiecałem, to znaczy, że ja, Pema, naprawdę oszukuję czujące istoty. Lecz ja nie oszukuję was, toteż powinniście praktykować wedle moich instrukcji. Nawet jeśli nie jesteście w stanie recytować mantry z jakiegoś powodu, powinniście umieścić ją na fladze zwycięstwa, a kiedy wiatr poruszy nią i powieje na czujące istoty, bez wątpienia wyzwoli je. Możecie także wyryć ją w glinie lub w skale. To również będzie chronić miejsce, gdzie te sylaby zostaną umieszczone i chronić całą okolicę od złych wpływów. Możecie także zapisać tę mantrę złotymi literami na błękitnym papierze i nosić ja jako amulet. Jeżeli po śmierci ten amulet zostanie spalony z waszym ciałem, pojawi się tęcza, a wasza świadomość przeniesie się do Sfery Najwyższej Szczęśliwości. Pożytki z pisania, czytania, czy recytowania tej mantry nie dają się w żaden sposób wymierzyć i wymykają się wszelkim rodzajom miary, Ustanowiwszy to dla pożytku istot w przyszłości teraz ukrywam ten skarb. Oby spotkał się w przyszłości z moim szczęśliwym dzieckiem o dobrej karmie.
Samaja. Pieczęć. Pieczęć. Pieczęć.'.
-------------------
1) Wstęp według Pawła Włodarczyka. Nie jest jasne autorstwo tłumaczenia na j. polski.
http://www.goldenline.pl/forum/1141752/terma-mantra-wadzra-gururdzenna-mantra-padmasambhawy
'Tak oto Jeszie Tsogial rzekła: "Ja, kobieta, Jeszie Tsogial, ofiarowawszy Tobie wewnętrzne i zewnętrzne mandale, rozległe jak niebo, mam następującą prośbę. O wielki nauczycielu Pema Dziungne, byłeś wyjątkowo życzliwy dla nas, ludzi Tybetu, pozostawiając nam swe dziedzictwo, które przynosi pożytek nam teraz i przyszłych żywotach. Twoja dobroć jest tak wielka, że niczego podobnego nie doświadczaliśmy do tej pory i nie doznamy także w przyszłości. W szczególności udzieliłeś mi esencji nauk dotyczących praktyki, toteż teraz, chociaż jestem mało ważną istotą, nie mam wątpliwości, że osiągnę oświecenie. W przyszłości czujące istoty będą posiadać bardzo ograniczone zdolności skupiania uwagi i wiele rzeczy będzie zapychać ich umysły i zajmować je. Ich charaktery będą ordynarne i trudne do poskromienia. Rozwiną wiele błędnych poglądów na temat świętej Dharmy, w szczególności przyjdzie czas, kiedy ludzie będą doznawać rozproszenia słysząc nauki sekretnej mantry wysokich poziomów tantry.
W tym czasie czujące istoty będą cierpieć dotkliwie z powodu chorób, głodu i wojny. Z powodu rozprzestrzeniania się tych nieszczęść, szczególnie Chiny, Tybet i Mongolia będą dotknięte tego rodzaju zamętem, jaki powstaje przy zniszczeniu mrowiska i przyjdzie czas, kiedy ludzie w Tybecie będą cierpieć ogromnie. Chociaż mówiłeś obszernie o wielu zręcznych środkach pozwalających uratować, co tylko możliwe, w tej sytuacji, czujące istoty w przyszłości nie będą mieć czasu na praktykę. Nawet jeśli będą posiadać niewielkie skłonności do praktykowania, będą doświadczać wielu poważnych przeszkód. Czujące istoty będą doświadczać ogromnego zamętu. Nie będą w stanie się skupić, współpracować ze sobą, ani dojść do jakiejkolwiek zgody i w związku z tym ich postępowanie stanie się bardzo nieczyste. Tego rodzaju złe czasy będą trudne do uniknięcia. W związku z tym, jaką korzyść i pożytek odniosą istoty, które w przyszłości będą polegać jedynie na Wadżra Guru Mantrze w swojej praktyce? Pytam o to, dla pożytku tych istot, które w przyszłości nie będą w stanie dostrzec tego same i dlatego trzeba im to wyjaśnić."
Wówczas wielki mistrz Pema Dziungne odrzekł: "O pełna wiary kobieto. To, co powiedziałaś jest w samej rzeczy prawdą. W przyszłości takie [właśnie] czasy nadejdą dla czujących istot i zarówno w doczesnym jak i długoterminowym aspekcie korzyści z Wadżra Guru Mantry mogą być wyraźnie odczute. Ponieważ moje duchowe instrukcje i metody praktyki, które oferuję są niezmierzalne, [przeto] ukryłem wielką liczbę cennych nauk w wodzie, skałach, na niebie itp. W tych złych czasach, nawet istotom ze sprzyjającą karmą trudno będzie spotkać te nauki. Trudno będzie pozyskać wszystkie konieczne okoliczności, aby te nauki mogły być ujawnione. To jest znak, że zbiorowa zasługa istot zanika. Jednakże, w tych [właśnie] czasach jeśli ta esencja mantr, Mantra Wadżra Guru będzie powtarzana tak wiele razy jak to jest możliwe, sto razy, tysiąc razy, dziesięć tysięcy razy, sto tysięcy razy, milion, dziesięć milionów, sto milionów razy, itd., jeśli będzie powtarzana w świętych miejscach, niedaleko wielkich rzek, w miejscach gdzie bogowie i demony przebywają w wielkiej obfitości, jeśli będzie recytowana w tych miejscach przez praktykujących tantryczne nauki i utrzymujących w czystości śluby samaja, przez wyświęconych mnichów, którzy utrzymują czyste ślubowania, przez mężczyzn i kobiety, którzy posiadają wiarę w nauki, jeśli będą oni wzbudzać bodhicittę na wielką skalę i recytować tę mantrę, wówczas pożytki, korzyści i energia takiej praktyki będą naprawdę nie pojęte. Ona odsunie wszystkie negatywne siły chorób, głodu, groźby złych zbiorów i wszelkich złych znaków co do przyszłości, we wszystkich krainach świata, tak, że deszcz spadnie we właściwym czasie na ziarno i będzie zawsze pod dostatkiem wody dla upraw i podtrzymania życia ludzi i zwierząt, a wszystkie krainy i miejsca doznają rozwoju i pomyślnych warunków. W tym życiu i w przyszłych żywotach, oraz w stanie pośrednim pomiędzy śmiercią i narodzinami, istoty praktykujące w ten sposób, będą spotykać mnie nieustannie. Najlepsi z nich spotkają mnie rzeczywiście w ich czuwającej świadomości. Ci o średnich osiągnięciach spotkają mnie w medytacyjnych wizjach, a ci o najmniejszych [zdolnościach] będą spotykać mnie nieustannie w swoich snach. Stopniowo doskonaląc różne ścieżki i poziomy swojej praktyki osiągną oni poziom męskich i żeńskich dzierżycieli esencji świadomości w mojej Czystej Krainie na kontynencie Ngayab. Nie ma co do tego wątpliwości. Jeśli ta mantra będzie powtarzana 100 razy w ciągu dnia, tylko 100 razy bez przerywania, ten który to uczyni będzie atrakcyjny dla innych i bez wysiłku będzie miał zapewnione pożywienie, dobytek i wszystko co niezbędne dla życia. Jeśli ktoś będzie recytował 1000 lub 10 000 razy dziennie, będzie w stanie wpływać na innych swoją błyskotliwością, stanie się bardzo charyzmatyczny, będzie miał moc pozytywnego oddziaływania na innych i osiągnie nie znająca przeszkód siłę błogosławieństw i duchowej mocy. Jeśli ktoś będzie powtarzał 100 000 lub milion razy regularnie, będzie w stanie skutecznie i w niezmierzony sposób przynosić pożytek istotom dokładnie w taki sposób, w jaki zapragnie. Jeśli ktoś będzie wyrecytuje 3 lub 7 milionów razy nie będzie nigdy oddzielony od Buddów trzech czasów i stanie się jednym ze mną. Wszyscy bogowie i demony istnienia będą go słuchać i wysławiać. W najbardziej znakomitych przypadkach istoty [recytujące mantrę] osiągną tęczowe ciało, ostateczny poziom [możliwy do] osiągnięcia podczas życia. Na średnim poziomie, w momencie śmierci aspekty matki i dziecka promiennej świetlistości spotkają się. W końcu, na najniższym poziomie istoty ujrzą mą twarz w stanie bardo a wszystkie zjawiska stanu pośredniego wyzwolą się w ich własnej podstawie, tak że istoty te odrodzą się na kontynencie Ngajab, gdzie będą mogły przynieść niezmierzone dobra innym istotom." W ten sposób Guru odpowiedział Yeszie Tsogial.
Ona zaś odpowiadając rzekła: "O wielki mistrzu. To wyjątkowo łaskawe z twojej strony, że opisałeś te rozległe i nie dające się zmierzyć korzyści i zalety duchowej energii tej mantry. Jednakże, dla dobra czujących istot w przyszłości, szczegółowe wyjaśnienie Wadżra Guru Mantry miałoby ogromny pożytek, toteż, proszę Cię, wyjaśnij w krótki sposób różne sylaby mantry."
Na to wielki mistrz rzekł: " O córko szlachetnej rodziny, Wadżra Guru Mantra jest nie tylko esencja moich mantr, jest ona esencja i żywą energią wszystkich bóstw czterech klas tantry, wszystkich dziewięciu ścieżek [yana] i wszystkich 84 000 nauk Dharmy. Esencja wszystkich Buddów trzech czasów, wszystkich guru, bóstw [jidamów], daków i dakiń, opiekunów Dharmy etc, esencja ich wszystkich zawiera się i jest kompletna wewnątrz tej mantry. Można zapytać, w jaki sposób ona działa, dlaczego wszystko to w pełni zawiera się w tej mantrze? Słuchaj uważnie i zatrzymaj to w swym umyśle. Czytaj to nieustannie dla dobra czujących istot, nauczaj tego i demonstruj istotom w przyszłości".
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG to subtelne esencje oświeconego ciała, mowy i umysłu
BENZA to subtelna esencja niezniszczalnej rodziny
GURU to subtelna esencja rodziny klejnotu
PEMA to subtelna esencja rodziny lotosu
SIDDHI to subtelna esencja rodziny aktywności
HUNG to subtelna esencja rodziny przestrzeni
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM jest wspaniałością i bogactwem sambhogakaji, przejawionego ciała wspaniałości
AH jest totalną, niezmienną doskonałością dharmakaji, przejawionego ciała absolutnej rzeczywistości
HUNG jest doskonała obecnością Guru Padmasambhawy, nirmanakaji, przejawionego ciała emanacji
BENZA jest doskonałością wszystkich gniewnych bóstw mandali
GURU oznacza rdzennych Guru przekazu, dzierżycieli esencji świadomości
PEMA oznacza zgromadzenie daków i dakiń
SIDDHI jest witalną energią wszystkich bóstw bogactwa i strażników nauk
HUNG jest witalną energią dharmapalów, opiekuńczych bóstw
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG to witalne siły trzech klas tantry
BENZA jest witalną siłą klasztornej dyscypliny i nauk zawartych w sutrach
GURU jest witalną siłą nauki abhidharmy i krija jogi, pierwszego poziomu tantry
PEMA jest witalną siłą czarja tantry drugiej klasy tantry i joga tantry
SIDDHI jest witalną siłą nauk maha i anu jogi
HUNG jest witalną siłą ati jogi, Naturalnej Wielkiej Doskonałości
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG oczyszcza zaciemnienia powstające z trzech umysłowych trucizn, pożądania-przywiązania, awersji, i niewiedzy
BENZA oczyszcza zaciemnienia, które powstają z gniewu
GURU oczyszcza zaciemnienia, które powstają z dumy
PEMA oczyszcza zaciemnienia, które powstają z pragnienia i przywiązania
SIDDHI oczyszcza zaciemnienia, które powstają z zazdrości
HUNG oczyszcza zaciemnienia, powstające ze wszystkich emocjonalnych splamień
om ah hung benza guru pema siddhi hung
Poprzez OM AH HUNG urzeczywistnia się trzy ciała Buddy
Poprzez BENZA urzeczywistnia się świadomość podobną zwierciadłu.
Poprzez GURU urzeczywistnia się pierwotną świadomość równości
Poprzez PEMA urzeczywistnia się pierwotną świadomość rozróżniania
Poprzez SIDDHI urzeczywistnia się wszystko-spełniającą pierwotną świadomość
Poprzez HUNG urzeczywistnia się pierwotną świadomość podstawowej przestrzeni
om ah hung benza guru pema siddhi hung
Poprzez OM AH HUNG bogowie, demony i ludzie zostają ujarzmieni
Poprzez BENZA uzyskuje się władzę nad negatywnymi siłami niektórych bogów i demonów
Poprzez GURU uzyskuje się kontrolę negatywnymi siłami Pana Śmierci i demonów pożerających ciała
Poprzez PEMA uzyskuje się kontrolę nad negatywnymi wpływami wody i elementu wiatru
Poprzez SIDDHI uzyskuje się kontrolę nad negatywnymi wpływami pozaludzkich sił i duchów, które szkodzą i w negatywny sposób kontrolują czyjeś życie
Poprzez HUNG uzyskuje się kontrolę nad negatywnymi wpływami konfiguracji planet i duchów ziemi.
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG urzeczywistnia sześć duchowych cnót
BENZA urzeczywistnia uspokajającą aktywność
GURU urzeczywistnia wzbogacającą aktywność
PEMA urzeczywistnia magnetyzującą aktywność
SIDDHI urzeczywistnia oświeconą aktywność w ogólności
HUNG urzeczywistnia gniewną oświeconą aktywność
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG oddala wszelkie przekleństwa i klątwy
BENZA oddala negatywne konsekwencje złamania więzów samaja z bóstwami pierwotnej świadomości
GURU oddala negatywne wpływy ośmiu klas bogów i demonów zjawiskowego świata
PEMA oddala negatywne wpływy światowych bóstw i demonów
SIDDHI oddala negatywne wpływy nagów i duchów ziemi
HUNG oddala negatywne wpływy bogów, demonów, ludzi i samsarycznych bóstw
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG pokonuje armię pięciu mentalnych trucizn
BENZA pokonuje gniew
PEMA pokonuje pożądanie-przywiązanie
SIDDHI pokonuje zazdrość
HUNG pokonuje armie bogów, demonów i ludzi
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG rozwija duchowe osiągnięcia i moce
BENZA rozwija moc łagodnych i gniewnych bóstw
GURU rozwija moc władców świadomości i guru linii
PEMA rozwija moc daków i dakiń, oraz opiekunów Dharmy
SIDDHI rozwija światowe oraz najwyższe moce
HUNG rozwija moc dokonywania wszystkiego, czego się zapragnie
om ah hung benza guru pema siddhi hung
OM AH HUNG przenosi świadomość do czystej sfery doświadczenia
BENZA przenosi świadomość do wschodniej czystej sfery Przejawionej Radości
GURU przenosi świadomość do południowej czystej sfery Wspaniałości i Bogactwa
PEMA przenosi świadomość do zachodniej czystej sfery Wielkiej Szczęśliwości
SIDDHI przenosi świadomość do północnej sfery Niezrównanej Aktywności
HUNG przenosi świadomość do centralnej czystej sfery Nieporuszoności
Jeśli w fizycznym ciele ktoś mógłby zademonstrować choćby jedną recytację OM AH HUNG BENZA GURU PEMA SIDDHI HUNG, cała ziemia nie pomieściłaby zasługi. Wszystkie czujące istoty, które widzą, słyszą lub przypominają sobie tę mantrę staną się z pewnością męskimi i żeńskimi władcami świadomości. Jeśli się zdarzy, że te słowa prawdy Wadżra Guru Mantry nie spełnią czującym istotom, tego czego pragną one dokonać, tak jak obiecałem, to znaczy, że ja, Pema, naprawdę oszukuję czujące istoty. Lecz ja nie oszukuję was, toteż powinniście praktykować wedle moich instrukcji. Nawet jeśli nie jesteście w stanie recytować mantry z jakiegoś powodu, powinniście umieścić ją na fladze zwycięstwa, a kiedy wiatr poruszy nią i powieje na czujące istoty, bez wątpienia wyzwoli je. Możecie także wyryć ją w glinie lub w skale. To również będzie chronić miejsce, gdzie te sylaby zostaną umieszczone i chronić całą okolicę od złych wpływów. Możecie także zapisać tę mantrę złotymi literami na błękitnym papierze i nosić ja jako amulet. Jeżeli po śmierci ten amulet zostanie spalony z waszym ciałem, pojawi się tęcza, a wasza świadomość przeniesie się do Sfery Najwyższej Szczęśliwości. Pożytki z pisania, czytania, czy recytowania tej mantry nie dają się w żaden sposób wymierzyć i wymykają się wszelkim rodzajom miary, Ustanowiwszy to dla pożytku istot w przyszłości teraz ukrywam ten skarb. Oby spotkał się w przyszłości z moim szczęśliwym dzieckiem o dobrej karmie.
Samaja. Pieczęć. Pieczęć. Pieczęć.'.
-------------------
1) Wstęp według Pawła Włodarczyka. Nie jest jasne autorstwo tłumaczenia na j. polski.
http://www.goldenline.pl/forum/1141752/terma-mantra-wadzra-gururdzenna-mantra-padmasambhawy
niedziela, 12 grudnia 2010
Czym jest życie? Próba definicji.
Życie jest samoregulującą się energią samozmieniającej się podstawy (pierwotnej sfery, poza czasem i przestrzenią), którą można zrozumieć jako sumę różnych energii, które odziałując na siebie i wchodząc z sobą w kontakt przekształcają ją stosownie do zachodzących okoliczności, praw i reguł. Energia ma to do siebie, iż jest w ciągłym ruchu, jest zasadą życia jako całości, jego trajektorii i cyklów: powstania, zachowania, unicestwienia, jak i odrodzenia; przyczyną i wehikułem wszelkich stanów, zjawisk natury fizycznej i psychicznej, samsarą, źródłem osiągnięć rozumu, jak i tworzywem stanów doświadczanych jako podświaty, bardo, czyściec itp. Jest również, energia, ostatecznym stanem wykraczającym i wymykającym się wszelkiej definicji i klasyfikacji, stanem potencjalnym i samym w sobie doskonałym, wiecznym, ani stałym ani zmiennym, o którym nie można niczego do końca powiedzieć, czy też wyczerpać zakresu jego potencjalności przejawianych w jakości, jako że jest ów stan nierozdzielnym od swojej podstawy. Poszczególny stan istnienia jest związany z określoną jakością energetyczną, z procesem krystalizacji energii, z przenoszeniem jej na coraz wyższy, subtelniejszy poziom. Inaczej, postacią energii jest świadomość, formą świadomości – dana energia. Można przyjąć, że istnieje najwyższy pułap, a więc stan świadomości niczym nieograniczony, tak jak i istnieje najwyższa świadoma energia, co po prostu oznacza, że nic i nikt nie jest w stanie na nią wpływać, ani tym bardziej jej kontrolować; nie podlega niczemu, jest całkowicie i absolutnie wolna, samoświadoma i wszechmądra, znana tylko sobie.
W definicji tej posiłkuję się dowolnie punktami widzenia i pojęciami, występującymi w naukach tantr indyjskich "Jnanasankalini Tantra", "Kulachudamani Tantra" i tradycji Brahma Vidya oraz tybetańskiego dzogczen, które podzielam jako zgodne z moim aktualnym doświadczeniem.
W definicji tej posiłkuję się dowolnie punktami widzenia i pojęciami, występującymi w naukach tantr indyjskich "Jnanasankalini Tantra", "Kulachudamani Tantra" i tradycji Brahma Vidya oraz tybetańskiego dzogczen, które podzielam jako zgodne z moim aktualnym doświadczeniem.
sobota, 27 listopada 2010
W poszukiwaniu równania rzeczywistości. Pustka i pamięć
Dobry i pełny światopogląd to taki, który przyswaja wyniki i konkluzje wszystkich form wiedzy, realizacji i aktów poznania, nie różnicując już ich na ważniejsze, lepsze czy gorsze, lecz jednakowo uznając je za wyraz tej samej esencji. Nie ma wyższych lub niższych form wiedzy, mogą zaś być tylko różne formy przyswojenia wiedzy, sposoby i stadia dające poszczególne przeżycia mniej lub bardziej cząstkowego poznania w relacji do światopoglądu nieróżnicującego, poza dyskryminacją: przyjęciem bądź odrzuceniem. Przypomina mi to jako żywo ‘teorię’ natury umysłu wg. Manjusrimitry (który spontanicznie w trakcie pisania tych słów wpadł mi w rękę), który przypomina, że natura wszystkich rzeczy jest jednakowa oraz, że istotnym faktem, z którego warto zdać sobie sprawę jest jedność i tożsamość nirvany i samsary. Tę myśl wyraża również Kaula Upaniszada, co obwarowane jest nakazem zachowania poufności i nierozpowszechniania nauki, mianowicie, że Dharma i Adharma to to samo, co odpowiadałoby jedności samsary i nirvany. 1) Szczątkowe fragmenty wiedzy, odpowiednie przeżycia świadomości, rzetelne akty poznania kształtują zatem w perspektywie upływającego czasu światopogląd komplementarny, przynajmniej budowanie szerokiej przestrzeni poglądu na świat jest czymś nieuniknionym. Na pewno warto wyciągać głębsze wnioski z nauk nauczycieli dzogczen, takich jak Jongzin Tenzin Namdag - Rinpocze, dla którego inspiracją były nauki 24 innych mistrzów dzogczen. 2)
W tej perspektywie zatem łatwiej będzie zrozumieć to, co chcę wyrazić. Człowiek potrzebuje nauk i filozofii. Potrzebuje z jednej strony nadać swoim przemyśleniom i doświadczeniom pewien charakter, a nawet udoskonalić go, przez to instynktownie –naturalnie pragnie wymyślić dla nich najodpowiedniejsze wzory, po to by nawet w jakiejś odległej lub niezbyt odległej perspektywie stworzyć lub na nowo odkryć prawdziwe i doskonałe równanie, - opis rzeczywistości, w którym odnajdzie wyczerpujące wytłumaczenie wszelkich istotnych dla niego aspektów rzeczywistości. Lecz jeśli taki wzór w ogóle istnieje, to na pewno posiada liczne warianty i specyfikacje zależnie od statusu intelektualnego, wieku, moralności, charakteru, uwarunkowań, wpływów, inspiracji, przetwarzanych wartości oraz szczególnych, jak i poszczególnych symboli kultury. Można zaryzykować twierdzenie, że jeśli istnieje taki wzór, to jest on dla każdego inny i niepowtarzalny, lecz jeśli człowiek wciąż zmienia się i ewoluuje, to wzór, który nie zmienia się wraz z nim, to znaczy nie tłumaczy nowych zjawisk i nie przystaje do rzeczywistości jest nieprzydatny, jeśli nie szkodliwy. To również tłumaczy naturalną konieczność i wartość zjawiska pluralizmu.
Pluralizm światopoglądowy jest dzisiaj konieczny. Nie wszyscy jednak podzielają ten pogląd. Pluralizm w praktyce jako zasada światopoglądu rozsądku jest dobry, ponieważ przełamując granice poznawcze, pozwala na zbliżenie tego, co pozornie, jak się okazało, nie było możliwe. Oczywiście, warunkiem takiego jasnego i nietuzinkowego sposobu postępowania, a więc pluralizmu właśnie, który wyraża się jako filozofia afirmująca życie, filozofia nie na niby, ale filozofia konsekwentna, jest wzajemność. Wzajemność, właśnie ona jest szczególnie cenna. Brak wzajemności ukierunkowanej na prawdę i wartości jest wielkim ubytkiem w całym planie form życia, postrzeganych jako równych sobie.
Wracając do rozważań na temat poszukiwania doskonałego równania zjawisk rzeczywistości, podstawowym kryterium jakie powinno spełnić w tym celu jest wyznaczenie stałego punktu oparcia, który w pewnych sprzyjających warunkach jest tłumaczem wszystkich zapowiedzianych i niezapowiedzianych zjawisk, co więcej wyjaśnieniem przyczyn, dla których warto ponieść wysiłek dialogu i zrozumienia czym jest sam dialog lub nawet próby samodzielnego wyjścia poza jego ramy, co wydaje się jakimś ‘ostatecznym’ przekroczeniem i filozofii wszelkiej, koncepcji czy poglądu, jak i samego siebie.
Czysta filozfia nie może być zagmatwaniem, a wyjaśnieniem. Pogląd komplementarny na świat, który pragnie wprowadzić ład dialogu w wielogłos światowy wieży Babel, doputy ma z uporządkowaniem swym problem, dopóki nie przezwycięży dystansu podmiotu i przedmiotu. Przezwyciężając ten dystans, dostrzega też paradoks sytuacji, w której nikt z nikim nie jest w stanie prowadzić dialogu, w której dialog jest niemożliwy, a jego manifestacje są tylko pozorne. Gdyż kto ma go prowadzić i o czym? Istnieje zatem, jeśli i ten fakt nie jest tylko złudzeniem, monolog, rozmowa z samym sobą, której sens jest także nie bardzo jasny. Dialog pozorny jest pusty, i monolog pusty jest również. Zrozumienie pomiędzy ludźmi jest puste i pustym jest niezrozumienie. Zgoda ma wartość pustki i brak zgody niczym innym nie jest niż pustką. Mają wartość dla siebie i wobec siebie, ale wobec i w obliczu pustki mają wartość pustki.
Teoretycznie filozofia komplementarna przybliża się do idei czystej formy. Nie jest przywiązana do żadnych ostatecznych pojęć, nawet w nie wątpi, neguje dystans podmiotu, przedmiotu i poglądu, nie akceptuje niczego co jest na zewnątrz samego podmiotu poglądu lub, zgodnie z buddyjską wykładnią powiedzielibyśmy, podstawy, co bardziej jeszcze oddala szanse na ustalenie charakteru określonego punktu stałego i czyni urzeczywistnienie takiej folozofii dużo trudniejszym. Filozofia bez oparcia w poznaniu okazuje się tracić swój punkt oparcia. Nie może zatem być innej wiarygodnej filozofii, która chiałaby opisać rzeczywistość w oderwaniu od doświadczenia poznania, od gnozy. Wiara niczym innym nie jest jak formą gnozy, formą poznania, oparciem. Filozofia wówczas jawi się jako wiarygodna, gdy uznaje swą niewystarczalność. Człowiek wątpiący, to często człowiek wiarygodny. Tutaj wiara przychodzi filozofii z pomocą. Wiara jest balansowaniem na linie pomiędzy wiedzą a niewiedzą lub złudzeniem, iż się wie i faktem, iż wiedzy mieć nie można. Muszą zaistnieć odpowiednie warunki do jej obudzenia. Musi zostać przebytych wiele karkołomnych spacerów po cienkiej krawędzi pomiędzy zwątpieniem i wiarą jako utwierdzeniem się i zdobyciem pewności co do podstawy jako takiej w ogóle. Filozofia zatem stałego punku mieć nie może. Tak jak nie da się przekazać podstawy nikomu innemu, względnie jest trudno.
W czystej konstruktywnej filozofii, wbrew jakby istniejącym przesłankom dla przekonania o jej ograniczonym charakterze, można sobie wyobrazić, że wszystkie formy działania są jednocześnie formami komunikowania w pewnym określonym liczbowo zbiorze, a działania odnajdują sens we wzajemności i otwartości na drugich, w uniwersalnym dialogu, prowadzącym ku pomyślności wyrażonej w przyroście wiedzy ogólnej. Dalej, już taka filozofia, od filozofii oparcia i stałego punktu małych grup awangardy duchowej ku filozofii rozwojowej cywilizacji wiedzy, z fazy wyjaśnienia, która w istocie jest fazą wtajemniczenia przez doniosłość ukazywanych treści i nauk, przechodzi w fazę dalszego wtajemniczenia, a obrazującą związki, odziaływania, zakresy działania sił zbiorów i praw. Ale nawet, jeśli dzisiaj definicję wzoru podamy jako „Jedność w różnorodności” i wskażemy na przyczyny, dlaczego tak się dzieje i po co, to nadal istnieje niebezpieczeństwo, że wiedza taka odcięta zostanie od swoich korzeni, zapładniających soli i źródeł. Być może w tym elemencie, na wzór brakującego ogniwa pytania o sens życia, tkwi przynajmniej przedsmak ukazania się tego wielkiego sensu, gdyż faktycznie siły woli i ich podmioty odcięte od swych żyznych źródeł, od pamięci, nie są w stanie przemieszczać się ani swobodnie, ciesząc się pełnią sił, ani tym bardziej bezpiecznie. Otóż nie przez przypadek, naród Żydowski, jak żaden inny, ceni sobie właśnie pamięć i w tej pamięci, wydaje mi się, tkwi istotne ziarno jakiejś wielkiej mądrości życiowej. Pogląd komplementarny nie odrzuca pamięci. W zwierciadłach pamięci przeglądają się nowe pokolenia i tak oto łączą to, co jest z tym co było, choć przecież człowiek ani nie może wszystkiego pamiętać, ani cała ta wiedza nie jest mu do życia potrzebna. Jakąś oznaką mądrości i zapobiegliwości natury jest pamięć wybiórcza, która się skupia tylko na tym, co przedstawia sobą wartość i reprezentuje trwałą jakość. Treści życia nie sposób bowiem przedstawić dość wyczerpująco, choć i dzisiaj żyją narody, które temu poświęciły wiele wysiłków i uwagi, nie wiedzieć ile w tym megalomanii, ile nawyku, a ile tęsknoty i przekonania o wartości takiej pamięci. Niemałą wartość mają różne sentymenty wyższego szczebla, jeśli są w stanie powołać do życia w człowieku te siły charakteru i jakości, jak choćby spostrzegawczość i pamięć, dzięki którym osiąga on komplementarny pogląd na świat, który go uszlachetnia.
---------------------
1) www.religiousworlds.com/mandalam/ftp/kaula.pdf
2) http://www.tsering.wroclaw.pl/
W tej perspektywie zatem łatwiej będzie zrozumieć to, co chcę wyrazić. Człowiek potrzebuje nauk i filozofii. Potrzebuje z jednej strony nadać swoim przemyśleniom i doświadczeniom pewien charakter, a nawet udoskonalić go, przez to instynktownie –naturalnie pragnie wymyślić dla nich najodpowiedniejsze wzory, po to by nawet w jakiejś odległej lub niezbyt odległej perspektywie stworzyć lub na nowo odkryć prawdziwe i doskonałe równanie, - opis rzeczywistości, w którym odnajdzie wyczerpujące wytłumaczenie wszelkich istotnych dla niego aspektów rzeczywistości. Lecz jeśli taki wzór w ogóle istnieje, to na pewno posiada liczne warianty i specyfikacje zależnie od statusu intelektualnego, wieku, moralności, charakteru, uwarunkowań, wpływów, inspiracji, przetwarzanych wartości oraz szczególnych, jak i poszczególnych symboli kultury. Można zaryzykować twierdzenie, że jeśli istnieje taki wzór, to jest on dla każdego inny i niepowtarzalny, lecz jeśli człowiek wciąż zmienia się i ewoluuje, to wzór, który nie zmienia się wraz z nim, to znaczy nie tłumaczy nowych zjawisk i nie przystaje do rzeczywistości jest nieprzydatny, jeśli nie szkodliwy. To również tłumaczy naturalną konieczność i wartość zjawiska pluralizmu.
Pluralizm światopoglądowy jest dzisiaj konieczny. Nie wszyscy jednak podzielają ten pogląd. Pluralizm w praktyce jako zasada światopoglądu rozsądku jest dobry, ponieważ przełamując granice poznawcze, pozwala na zbliżenie tego, co pozornie, jak się okazało, nie było możliwe. Oczywiście, warunkiem takiego jasnego i nietuzinkowego sposobu postępowania, a więc pluralizmu właśnie, który wyraża się jako filozofia afirmująca życie, filozofia nie na niby, ale filozofia konsekwentna, jest wzajemność. Wzajemność, właśnie ona jest szczególnie cenna. Brak wzajemności ukierunkowanej na prawdę i wartości jest wielkim ubytkiem w całym planie form życia, postrzeganych jako równych sobie.
Wracając do rozważań na temat poszukiwania doskonałego równania zjawisk rzeczywistości, podstawowym kryterium jakie powinno spełnić w tym celu jest wyznaczenie stałego punktu oparcia, który w pewnych sprzyjających warunkach jest tłumaczem wszystkich zapowiedzianych i niezapowiedzianych zjawisk, co więcej wyjaśnieniem przyczyn, dla których warto ponieść wysiłek dialogu i zrozumienia czym jest sam dialog lub nawet próby samodzielnego wyjścia poza jego ramy, co wydaje się jakimś ‘ostatecznym’ przekroczeniem i filozofii wszelkiej, koncepcji czy poglądu, jak i samego siebie.
Czysta filozfia nie może być zagmatwaniem, a wyjaśnieniem. Pogląd komplementarny na świat, który pragnie wprowadzić ład dialogu w wielogłos światowy wieży Babel, doputy ma z uporządkowaniem swym problem, dopóki nie przezwycięży dystansu podmiotu i przedmiotu. Przezwyciężając ten dystans, dostrzega też paradoks sytuacji, w której nikt z nikim nie jest w stanie prowadzić dialogu, w której dialog jest niemożliwy, a jego manifestacje są tylko pozorne. Gdyż kto ma go prowadzić i o czym? Istnieje zatem, jeśli i ten fakt nie jest tylko złudzeniem, monolog, rozmowa z samym sobą, której sens jest także nie bardzo jasny. Dialog pozorny jest pusty, i monolog pusty jest również. Zrozumienie pomiędzy ludźmi jest puste i pustym jest niezrozumienie. Zgoda ma wartość pustki i brak zgody niczym innym nie jest niż pustką. Mają wartość dla siebie i wobec siebie, ale wobec i w obliczu pustki mają wartość pustki.
Teoretycznie filozofia komplementarna przybliża się do idei czystej formy. Nie jest przywiązana do żadnych ostatecznych pojęć, nawet w nie wątpi, neguje dystans podmiotu, przedmiotu i poglądu, nie akceptuje niczego co jest na zewnątrz samego podmiotu poglądu lub, zgodnie z buddyjską wykładnią powiedzielibyśmy, podstawy, co bardziej jeszcze oddala szanse na ustalenie charakteru określonego punktu stałego i czyni urzeczywistnienie takiej folozofii dużo trudniejszym. Filozofia bez oparcia w poznaniu okazuje się tracić swój punkt oparcia. Nie może zatem być innej wiarygodnej filozofii, która chiałaby opisać rzeczywistość w oderwaniu od doświadczenia poznania, od gnozy. Wiara niczym innym nie jest jak formą gnozy, formą poznania, oparciem. Filozofia wówczas jawi się jako wiarygodna, gdy uznaje swą niewystarczalność. Człowiek wątpiący, to często człowiek wiarygodny. Tutaj wiara przychodzi filozofii z pomocą. Wiara jest balansowaniem na linie pomiędzy wiedzą a niewiedzą lub złudzeniem, iż się wie i faktem, iż wiedzy mieć nie można. Muszą zaistnieć odpowiednie warunki do jej obudzenia. Musi zostać przebytych wiele karkołomnych spacerów po cienkiej krawędzi pomiędzy zwątpieniem i wiarą jako utwierdzeniem się i zdobyciem pewności co do podstawy jako takiej w ogóle. Filozofia zatem stałego punku mieć nie może. Tak jak nie da się przekazać podstawy nikomu innemu, względnie jest trudno.
W czystej konstruktywnej filozofii, wbrew jakby istniejącym przesłankom dla przekonania o jej ograniczonym charakterze, można sobie wyobrazić, że wszystkie formy działania są jednocześnie formami komunikowania w pewnym określonym liczbowo zbiorze, a działania odnajdują sens we wzajemności i otwartości na drugich, w uniwersalnym dialogu, prowadzącym ku pomyślności wyrażonej w przyroście wiedzy ogólnej. Dalej, już taka filozofia, od filozofii oparcia i stałego punktu małych grup awangardy duchowej ku filozofii rozwojowej cywilizacji wiedzy, z fazy wyjaśnienia, która w istocie jest fazą wtajemniczenia przez doniosłość ukazywanych treści i nauk, przechodzi w fazę dalszego wtajemniczenia, a obrazującą związki, odziaływania, zakresy działania sił zbiorów i praw. Ale nawet, jeśli dzisiaj definicję wzoru podamy jako „Jedność w różnorodności” i wskażemy na przyczyny, dlaczego tak się dzieje i po co, to nadal istnieje niebezpieczeństwo, że wiedza taka odcięta zostanie od swoich korzeni, zapładniających soli i źródeł. Być może w tym elemencie, na wzór brakującego ogniwa pytania o sens życia, tkwi przynajmniej przedsmak ukazania się tego wielkiego sensu, gdyż faktycznie siły woli i ich podmioty odcięte od swych żyznych źródeł, od pamięci, nie są w stanie przemieszczać się ani swobodnie, ciesząc się pełnią sił, ani tym bardziej bezpiecznie. Otóż nie przez przypadek, naród Żydowski, jak żaden inny, ceni sobie właśnie pamięć i w tej pamięci, wydaje mi się, tkwi istotne ziarno jakiejś wielkiej mądrości życiowej. Pogląd komplementarny nie odrzuca pamięci. W zwierciadłach pamięci przeglądają się nowe pokolenia i tak oto łączą to, co jest z tym co było, choć przecież człowiek ani nie może wszystkiego pamiętać, ani cała ta wiedza nie jest mu do życia potrzebna. Jakąś oznaką mądrości i zapobiegliwości natury jest pamięć wybiórcza, która się skupia tylko na tym, co przedstawia sobą wartość i reprezentuje trwałą jakość. Treści życia nie sposób bowiem przedstawić dość wyczerpująco, choć i dzisiaj żyją narody, które temu poświęciły wiele wysiłków i uwagi, nie wiedzieć ile w tym megalomanii, ile nawyku, a ile tęsknoty i przekonania o wartości takiej pamięci. Niemałą wartość mają różne sentymenty wyższego szczebla, jeśli są w stanie powołać do życia w człowieku te siły charakteru i jakości, jak choćby spostrzegawczość i pamięć, dzięki którym osiąga on komplementarny pogląd na świat, który go uszlachetnia.
---------------------
1) www.religiousworlds.com/mandalam/ftp/kaula.pdf
2) http://www.tsering.wroclaw.pl/
sobota, 4 września 2010
Posłuszeństwo w teorii o niesterowalności
Posłuszeństwo, w sensie teologii życia wewnętrznego, czy teologii duchowości, wbrew temu jakie skojarzenia rodzi, jest pojęciem arcyciekawym i z punktu widzenia doświadczenia duchowości bardzo ważnym. Posłuszeństwo w moim odczuciu, to przede wszystkim rozeznanie głosu Serca, zorientowanie się na przekaz swojej wyższej istoty, jakkolwiek ją nazwiesz: jaźnią, boskością, mądrością, ahura mazdą, Matką czy Bogiem Ojcem, nie zaś całkowite podporządkowanie się autorytetowi takiemu czy innemu. Zrozumiałem to lepiej dzięki pięknemu medium radia, w melodii i w słowach piosenki, której autora, jak i wykonawczyni nie znam, niestety, gdyż radia nie podają tych informacji. Oto te słowa: “If I stay here longer, won’t you listen to my heart?”. Mądrość i zasadność tych słów, a nawet ponadczasowość, choć odnosiły się w tamtej chwili do konkretnego mojego doświadczenia i były odpowiedzią udzieloną mi w następstwie pewnych wahań i trudności, jest bezprzykładna. To zasadnicze pytanie jest pytaniem-drogowskazem, pytaniem-przewodnikiem przez duże P, oczywiście. W tym, jak i w każdym innym przypadku dotyka sprawy o dużym znaczeniu w aspekcie samopoznania. Rozdarciu i rozłamaniu ulega bowiem co jakiś czas w człowieku, doświadczenie na dwie częsci, gdyż zawsze jest tak, że są pewne sprawy, które rozumiemy jak i te, których nie umiemy zrozumieć. Wyjątkowy charakter tego zdania pytającego retorycznego polega na tym, że zapisane jest w nim wszystko, czego potrzebuje osoba przeżywająca egzystencjalne i skomplikowane rozterki. Wydajnym i żywym językiem piosenki, słowem wyśpiewanym, zapisany jest program wyzwolenia w formie nieskomplikowanego zdania retorycznego: “If I stay here longer, won’t you listen to my heart?”. Jest to program użyteczny i świetny, absolutnie przydatny, zdatny i łatwy w użyciu, gdyż on niczego więcej nie wymaga, jak tylko słuchania. W swoim stylu odkrywam nową i jednocześnie starą, bo ona już jest, dziedzinę powiedzmy nauki i wiedzy, jaką jest niemodna dzisiaj postawa ‘posłuszeństwa’. Postawa posłuszeństwa tak dotąd niemodna i wyśmiewana, tak bezgranicznie nieatrakcyjna, przyjmuje nowy odmienny kształt, jest otwarciem i poszerzeniem siebie (tantra, heh). Urzeczywistnienie posłuszeństwa jako postawy otwarcia na mądrość i zrozumienie pozwala także zrozumieć dualną naturę zjawisk, obnażać i przezwyciężać fasadowość miraży, wieloaspektowość pewnych wartości. Uzasadnieniem filozoficznej postawy posłuszeństwa w tym zobowiązującym sensie stanie się zdjęcie katarakty projekcji i czynienie tego konsekwentnie.
Odmienność i świerzość ujęcia kategorii posłuszeństwa polega na tym, iż tutaj obowiązek słuchania nie oznacza podporządkowania się określonej zasadzie czy grupie autorytetów, czy też sile symboli. Posłuszeństwo nie jest tym samym, co utrata autonomii i do niej nie wiedzie. Odwrotnie, sens posłuszeństwa jako słuchania i wsłuchiwania się w swoje serce polega na przezwyciężeniu więzienia autorytarnych niezgodnych z naszym sumieniem r e g u ł, przyjętych w dobrej wierze lub zobowiązań, podporządkowaniem się reżimowi instytucji. Posłuszeństwo wyższej naturze, może przybrać charakter buntu stosownie do tego z jakim absurdem mamy do czynienia. Zatracamy sens ról życiowych jakie pełnimy codziennie, bo codzienna rutyna przytłacza, czasem nie potrafimy odnaleźć sensu poza sobą, zrozumieć innych. Brak zrozumienia to brak akceptacji. To także nieprzychylność i oziębłość - nieuzsadnione i rozpanoszone dzisiaj; brak kultury, brak szacunku dla siebie i innych, pogarda, ignorowanie potrzeb innych, nierespektowanie praw mniejszości lub poprostu innych ludzi, tylko dlatego że są inni, wszelkiego rodzaju uprzedzenia. Ograniczenia zniewolonego rozumu przejawiają się w postawie nietolerancji. Skutkujem tego mogą być i są polityczno - policyjne restrykcje, demagogia, zdławianie dążeń wolnościowych, ogłupianie strachem i fanatyzmem, kłótnie i uprzedzenia. Dlatego przesłanie, aby słuchać jest tak ważne, tak decydujące. W pozytywnym porządku, otwarcie umysłu i serca na świat przynosi tę cudowną zdolność zbliżenia się człowieka do człowieka, wyposarza go w pewne narzędzia, wprost go uzdalnia do prowadzenia nie tylko już wewnętrznego dialogu na poziomie znaczeń i doznań, gdyż przy tym słuchanie eliminuje chorobliwą tendencję osądu, ale i dialog zewnętrzny staje się wtedy możliwy. Nie trzeba dużo tłumaczyć, by zrozumieć, że [droga po-słusznego człowieka] to droga budowania ogólnoludzkiej harmonii, jak i tej harmonii i równowagi w sobie. Stosownie do okoliczności [droga po-słusznego człowieka] jest niekiedy drogą buntu i nieposłuszeństwa. Otóż ‘po-słuszeństwo’ jako po-słuszeństwo sobie, swojej wyższej naturze, Sercu… daje wspaniałe owoce, one są naprawdę wspaniałe, bo poza tym, że otwiera umysł i serce człowieka na wiedzę i zrozumienie, chroni przed nadmiernym groźnym angażowaniem się w sprawy nieswoje, poza naszymi kompetencjami (asertywność, zdrowy egoizm), które mogłyby stać się źródłem wielu niepotrzebnych trosk, tak też, stając się nieposłuszeństwem wobec wszelkich form zacofania i egoizmu odżywia aorty naszej autonomii, wykształcając w nas i rozwijając niesterowalność, wpierw kiedy uzasadniamy potrzebę i wartość jej istnienia oraz wtedy, gdy posiadając tę wiedzę, przyczyniamy się do jej wzmocnienia.
Odmienność i świerzość ujęcia kategorii posłuszeństwa polega na tym, iż tutaj obowiązek słuchania nie oznacza podporządkowania się określonej zasadzie czy grupie autorytetów, czy też sile symboli. Posłuszeństwo nie jest tym samym, co utrata autonomii i do niej nie wiedzie. Odwrotnie, sens posłuszeństwa jako słuchania i wsłuchiwania się w swoje serce polega na przezwyciężeniu więzienia autorytarnych niezgodnych z naszym sumieniem r e g u ł, przyjętych w dobrej wierze lub zobowiązań, podporządkowaniem się reżimowi instytucji. Posłuszeństwo wyższej naturze, może przybrać charakter buntu stosownie do tego z jakim absurdem mamy do czynienia. Zatracamy sens ról życiowych jakie pełnimy codziennie, bo codzienna rutyna przytłacza, czasem nie potrafimy odnaleźć sensu poza sobą, zrozumieć innych. Brak zrozumienia to brak akceptacji. To także nieprzychylność i oziębłość - nieuzsadnione i rozpanoszone dzisiaj; brak kultury, brak szacunku dla siebie i innych, pogarda, ignorowanie potrzeb innych, nierespektowanie praw mniejszości lub poprostu innych ludzi, tylko dlatego że są inni, wszelkiego rodzaju uprzedzenia. Ograniczenia zniewolonego rozumu przejawiają się w postawie nietolerancji. Skutkujem tego mogą być i są polityczno - policyjne restrykcje, demagogia, zdławianie dążeń wolnościowych, ogłupianie strachem i fanatyzmem, kłótnie i uprzedzenia. Dlatego przesłanie, aby słuchać jest tak ważne, tak decydujące. W pozytywnym porządku, otwarcie umysłu i serca na świat przynosi tę cudowną zdolność zbliżenia się człowieka do człowieka, wyposarza go w pewne narzędzia, wprost go uzdalnia do prowadzenia nie tylko już wewnętrznego dialogu na poziomie znaczeń i doznań, gdyż przy tym słuchanie eliminuje chorobliwą tendencję osądu, ale i dialog zewnętrzny staje się wtedy możliwy. Nie trzeba dużo tłumaczyć, by zrozumieć, że [droga po-słusznego człowieka] to droga budowania ogólnoludzkiej harmonii, jak i tej harmonii i równowagi w sobie. Stosownie do okoliczności [droga po-słusznego człowieka] jest niekiedy drogą buntu i nieposłuszeństwa. Otóż ‘po-słuszeństwo’ jako po-słuszeństwo sobie, swojej wyższej naturze, Sercu… daje wspaniałe owoce, one są naprawdę wspaniałe, bo poza tym, że otwiera umysł i serce człowieka na wiedzę i zrozumienie, chroni przed nadmiernym groźnym angażowaniem się w sprawy nieswoje, poza naszymi kompetencjami (asertywność, zdrowy egoizm), które mogłyby stać się źródłem wielu niepotrzebnych trosk, tak też, stając się nieposłuszeństwem wobec wszelkich form zacofania i egoizmu odżywia aorty naszej autonomii, wykształcając w nas i rozwijając niesterowalność, wpierw kiedy uzasadniamy potrzebę i wartość jej istnienia oraz wtedy, gdy posiadając tę wiedzę, przyczyniamy się do jej wzmocnienia.
sobota, 5 czerwca 2010
Poszukujemy doskonałości
Poszukujemy doskonałości, co oznacza, że widząc siebie takimi, jakimi jesteśmy, nie odrzucamy tego; widząc jednak to, co to oznacza, idziemy dalej. Akceptując nawet ograniczoność i ograniczenia, szczerze niepróbując im się przeciwstawić, można osiągnąć więcej, to co w nas i przed nami. Pozostanie tym, kim się jest nie sprawia trudności, gdy rozumiemy i jesteśmy pogodzeni z sobą. Tak naturalnie i szczerze otwiera się perspektywa o sobie: bezgranicznym i wolnym.
Przez niedoskonałość formy wypowiada się niezdefiniowalne, poza ograniczeniami, czym w istocie jesteśmy, czy nam się to podoba czy nie. W grach życia, w których wbijamy się w rozmaite role, więcej jest ukrytego niż odkrytego. Dlatego odkrywanie i rozumienie samego siebie wiąże się z wysiłkiem, stając się działaniem przeciwnym naturze, która ukryła nas przed samymi sobą i wciąż ‘nie wie’.
Przez niedoskonałość formy wypowiada się niezdefiniowalne, poza ograniczeniami, czym w istocie jesteśmy, czy nam się to podoba czy nie. W grach życia, w których wbijamy się w rozmaite role, więcej jest ukrytego niż odkrytego. Dlatego odkrywanie i rozumienie samego siebie wiąże się z wysiłkiem, stając się działaniem przeciwnym naturze, która ukryła nas przed samymi sobą i wciąż ‘nie wie’.
wtorek, 25 maja 2010
Trekcho
Wstyd podszyty strachem osłania prawdę zakłopotanej jej wizją jednostki. Strach jest automatyzmem, przychodzi niespodziewanie. Tak, jak odruch bezwarunkowy. Wypełnia lukę nieprzepracowanej konfrontacji z podstawą. Podstawa ta jest samozrozumiała, lub utożsamiana z samsarą, nieczystą wizją, oceną. Czy nie wyłania się strach przed tym, co nieokiełznane? Zachowanie strumienia świadomości.
Automatyzm i mechaniczność, to rodzaj ‘zaczarowania’, właściwie spętania. Trekcho to przecięcie poprzez porzucenie, zaniechanie; to nie utożsamianie się Gurdżijewa, co do negatywnych emocji, jak strach właśnie. Co do celów trekcho i upaniszadowe neti (zaprzeczenie) są podobne, tym samym jest nauka o przyglądaniu się i świadomości Ahamkary (ego), zawartej w Puranach (ŚriMad Devi Bhagawatam, Veda Vyasy). Badamy, a obserwacja i spojrzenie są elementem badania, po to, by rozpoznać naturę zjawisk. Każdy odruch jako osąd jest manifestacją dualnego - zafałszowanego umysłu. Świadomość obnaża ten fałsz. Wszystkie zjawiska są samsaryczne, mają przyczynę i skutek. Pogłębia się stan rozmaitych zależności. Świat jest siecią krzyżujących się bez przerwy zależności wszelkiego rodzaju: światopoglądowych, społecznych, psychicznych i fizycznych oraz ostatecznie w związku z przekonaniem (wiarą), iż taki stan rzeczy jest faktem nie do zastąpienia przez inny. W świecie wszyscy więc są zależni od wszystkich, pragną się wyrwać, wydostać z sieci uzależnień, jaką życie stanowi, lub wolą zacieśniać zniewalający uchwyt poza złudzeniami dokąd to prowadzi lub też łudząc się, że przenoszą go na wyższy poziom. Nieutożsamianie się, porzucenie czyli obserwacja trekcho jest sposobem wydostania się z pułapki wszelkich osądów. W dalszej perspektywie jest inteligentnym sposobem pozbycia się negatywnych myśli. Otwiera wewnętrzną równowagę, samokontrolę i spokój. Po wygranej bitwie, następuje spokój, pewne osiągnięcie.
Trekcho oznacza tu zastosowanie działania odcięcia i porzucenia osądu, uwolnienia się od natręctw wszelkiej maści, atakujących pole naszej świadomości. Warto zdać sobie sprawę z tego, że pozytywny rezultat wymaga wielu prób, aż do tak znamiennego dla dzogczen etapu doskonałego, który niestety bardzo trudno jest osiągnąć. Temu etapowi, jak i całej pracy nad rozwojem świadomości własnego naturalnego stanu towarzyszy urzeczywistnianie trzech niezłomności w sferach ciała, energii i umysłu. Nie należy więc zrażać się wobec trudności. Niezachwianie, o którym gdzieniegdzie się mówi i pewność, że pokonywanie przeszkód ma wielki sens, praktykujący musi wpoić. Czym innym jest potknięcie czy upadek, temat sam w sobie. W ścieżkach bezpośrednich jak dzogczen nie powinno być miejsca na wahania. Istnieje ryzyko, że plan nie zostanie preprowadzony do końca. Z całą pewnością powstaną liczne przeszkody i wiele niespodziewanych trudności. Trzeba być świadomym tych wielu przeszkód i trudności zanim podejmie się decyzję. Niestety, mało rozpowszechniona jest wiedza na ten temat w literaturze dzogczen. Gdzieniegdzie podaje się przykłady mistrzów, którzy osiągnąwszy pełne urzeczywistnienie jako uzyskanie ciała tęczy lub światła, musieli pokonać ponad setkę rodzajów przeszkód. Dodajmy, niewyobrażalnych i prawdziwych przeszkód i trudności. Niezłomność tak, jak wiara jest utwierdzeniem się w tym, że droga jaką obraliśmy jest właściwa i dla nas odpowiednia. Jednak, do tej 'pracy' nie można przystąpić nieprzygotowanym. Gurdżijew, który z pewnością znał dzogczen i stosował trekcho, jako element badania siebie, podawał inne jeszcze dodatkowe warunki, które są potrzebne oraz nie zatajał, że są trudności, których wielu nie jest w stanie przezwyciężyć. Na wykresie 'Trekcho' jest zastosowaniem obserwacji samego siebie, myślnik pierwszy - kierunkiem działań , myślnik drugi jest dalszym następstwem lub nie skutkiem właściwym, lecz uwolnieniem (poza przyczyną i skutkiem).
Trekcho: obserwacja – emocje – odcięcie się od negatywnych emocji, stan powściągliwości: ani nie utożsamianie się ani i nie wyrażanie ich, ani nie myślenie ich
Trekcho – wyobrażenia, ułuda, możliwe nieprawdziwe wyobrażenia nt. siebie i innych – porzucenie wyobrażeń.
Trekcho – konsekwencje tego, co może nastąpić (np. strach, załamanie) – krok dalej zastąpienie negatywnych obrazów pozytywnymi, "Wszystko jest dobrze", "Jest ok", "Wyluzuj", "Chill out" itp., niezrażanie się przeciwnościami. Dalsze odblokowanie, rozciągnięcie, zrelaksowanie. Po wzmocnianiu następuje powrót do stanu uważności.
Trekcho – pozerstwo, fałsz, odgrywanie tego kim się nie jest – porzucenie tego wariantu.
Wszystkie te działania prowadzą do stanu, zwanego gdzieindziej: Self-honesty, czyli bycia we wszystkim co robimy prawdziwym, do samoświadomości, co jest owocem i ścieżką ku dharmakayi, własnego naturalnego stanu.
Poprzez zapanowanie nad własnym umysłem i bycie w prawdzie wzmacniasz samoświadomość, zrozumienie i wiedzę, co jest samowyzwoleniem.
Proces samowyzwolenia (dzogczen), którego ważnym elementem jest trekcho można też przedstawić:
Look - see - let it be - free *
*Źródłem prawdopodobnie jest Duddziom Rinpocze
Automatyzm i mechaniczność, to rodzaj ‘zaczarowania’, właściwie spętania. Trekcho to przecięcie poprzez porzucenie, zaniechanie; to nie utożsamianie się Gurdżijewa, co do negatywnych emocji, jak strach właśnie. Co do celów trekcho i upaniszadowe neti (zaprzeczenie) są podobne, tym samym jest nauka o przyglądaniu się i świadomości Ahamkary (ego), zawartej w Puranach (ŚriMad Devi Bhagawatam, Veda Vyasy). Badamy, a obserwacja i spojrzenie są elementem badania, po to, by rozpoznać naturę zjawisk. Każdy odruch jako osąd jest manifestacją dualnego - zafałszowanego umysłu. Świadomość obnaża ten fałsz. Wszystkie zjawiska są samsaryczne, mają przyczynę i skutek. Pogłębia się stan rozmaitych zależności. Świat jest siecią krzyżujących się bez przerwy zależności wszelkiego rodzaju: światopoglądowych, społecznych, psychicznych i fizycznych oraz ostatecznie w związku z przekonaniem (wiarą), iż taki stan rzeczy jest faktem nie do zastąpienia przez inny. W świecie wszyscy więc są zależni od wszystkich, pragną się wyrwać, wydostać z sieci uzależnień, jaką życie stanowi, lub wolą zacieśniać zniewalający uchwyt poza złudzeniami dokąd to prowadzi lub też łudząc się, że przenoszą go na wyższy poziom. Nieutożsamianie się, porzucenie czyli obserwacja trekcho jest sposobem wydostania się z pułapki wszelkich osądów. W dalszej perspektywie jest inteligentnym sposobem pozbycia się negatywnych myśli. Otwiera wewnętrzną równowagę, samokontrolę i spokój. Po wygranej bitwie, następuje spokój, pewne osiągnięcie.
Trekcho oznacza tu zastosowanie działania odcięcia i porzucenia osądu, uwolnienia się od natręctw wszelkiej maści, atakujących pole naszej świadomości. Warto zdać sobie sprawę z tego, że pozytywny rezultat wymaga wielu prób, aż do tak znamiennego dla dzogczen etapu doskonałego, który niestety bardzo trudno jest osiągnąć. Temu etapowi, jak i całej pracy nad rozwojem świadomości własnego naturalnego stanu towarzyszy urzeczywistnianie trzech niezłomności w sferach ciała, energii i umysłu. Nie należy więc zrażać się wobec trudności. Niezachwianie, o którym gdzieniegdzie się mówi i pewność, że pokonywanie przeszkód ma wielki sens, praktykujący musi wpoić. Czym innym jest potknięcie czy upadek, temat sam w sobie. W ścieżkach bezpośrednich jak dzogczen nie powinno być miejsca na wahania. Istnieje ryzyko, że plan nie zostanie preprowadzony do końca. Z całą pewnością powstaną liczne przeszkody i wiele niespodziewanych trudności. Trzeba być świadomym tych wielu przeszkód i trudności zanim podejmie się decyzję. Niestety, mało rozpowszechniona jest wiedza na ten temat w literaturze dzogczen. Gdzieniegdzie podaje się przykłady mistrzów, którzy osiągnąwszy pełne urzeczywistnienie jako uzyskanie ciała tęczy lub światła, musieli pokonać ponad setkę rodzajów przeszkód. Dodajmy, niewyobrażalnych i prawdziwych przeszkód i trudności. Niezłomność tak, jak wiara jest utwierdzeniem się w tym, że droga jaką obraliśmy jest właściwa i dla nas odpowiednia. Jednak, do tej 'pracy' nie można przystąpić nieprzygotowanym. Gurdżijew, który z pewnością znał dzogczen i stosował trekcho, jako element badania siebie, podawał inne jeszcze dodatkowe warunki, które są potrzebne oraz nie zatajał, że są trudności, których wielu nie jest w stanie przezwyciężyć. Na wykresie 'Trekcho' jest zastosowaniem obserwacji samego siebie, myślnik pierwszy - kierunkiem działań , myślnik drugi jest dalszym następstwem lub nie skutkiem właściwym, lecz uwolnieniem (poza przyczyną i skutkiem).
Trekcho: obserwacja – emocje – odcięcie się od negatywnych emocji, stan powściągliwości: ani nie utożsamianie się ani i nie wyrażanie ich, ani nie myślenie ich
Trekcho – wyobrażenia, ułuda, możliwe nieprawdziwe wyobrażenia nt. siebie i innych – porzucenie wyobrażeń.
Trekcho – konsekwencje tego, co może nastąpić (np. strach, załamanie) – krok dalej zastąpienie negatywnych obrazów pozytywnymi, "Wszystko jest dobrze", "Jest ok", "Wyluzuj", "Chill out" itp., niezrażanie się przeciwnościami. Dalsze odblokowanie, rozciągnięcie, zrelaksowanie. Po wzmocnianiu następuje powrót do stanu uważności.
Trekcho – pozerstwo, fałsz, odgrywanie tego kim się nie jest – porzucenie tego wariantu.
Wszystkie te działania prowadzą do stanu, zwanego gdzieindziej: Self-honesty, czyli bycia we wszystkim co robimy prawdziwym, do samoświadomości, co jest owocem i ścieżką ku dharmakayi, własnego naturalnego stanu.
Poprzez zapanowanie nad własnym umysłem i bycie w prawdzie wzmacniasz samoświadomość, zrozumienie i wiedzę, co jest samowyzwoleniem.
Proces samowyzwolenia (dzogczen), którego ważnym elementem jest trekcho można też przedstawić:
Look - see - let it be - free *
*Źródłem prawdopodobnie jest Duddziom Rinpocze
wtorek, 16 lutego 2010
Piękna sztuka istnienia...
Czy nie istniało w Was nigdy przekonanie, że należycie do pewnej szczególnej kategorii ludzi, którzy często o sobie samych mówią, że są artystami, czy też, że czują w sobie powołanie w określonym kierunku, może i sztuki? Tak, i we mnie to przekonanie i wiara istniały, odkąd sięgam pamięcią. Wizja siebie - w pewien symboliczny czy gatunkowy sposób jako artysty, choć przeszła koleje zmian, tkwi we mnie nadal zaskakująco mocno. Czuję na sobie lekko-słodki ciężar jej naznaczenia, jakby pieczęć. Ja wiem napewno, że taka osobna kategoria ludzi istnieje naprawdę.
Przeświadczenie o swojej własnej wyjątkowości, nie wątpię, że nie obce większości ludzkiej rasy, niezwykłej roli do odegrania i wielkich celach, ku którym zmierza cały trud istnienia, wszelako jest tak naturalną i podstawową cechą każdej nowo narodzonej osoby ludzkiej, że byłoby czymś niepokojącym, gdyby ci młodzi ludzie nie zaczęli przejawiać tej uroczej megalomanii w stopniu choćby umiarkowanym. Umysły osób o poważnych skłonnościach do pozostawania poza odziaływaniem grubszych planów egzystencji, łatwo wpadające w niewytłumaczalne stany zawieszenia się w bliżej nieokreślonej próżni innego wymiaru, wbrew oczekiwaniom zmartwionych tym stanem rzeczy bliskich, by nie traciły tak całkiem kontaktu z 'rzeczywistością', zaczynają rozumieć w przerwach pomiędzy stanami swojej własnej próżni, dlaczego tak z nimi jest. Cel wydaje się być blisko, w każdym razie nie na tyle daleko, aby nie można było stwierdzić jego faktu istnienia z pełnym przekonaniem, co wzmacnia wiarę samotnika w sens swych często niekonwencjonalnych zachowań. Lecz gra toczy się o dużą stawkę. Nagrodą, jaka z pewnością czeka na końcu drogi naszego pełnego dobrych nadziei śmiertelnika, jest wskoczenie po prostu, lub jak chcecie, przeniesienie w wymiar lepszy i doskonalszy niż ten, który znany jest z tego, że nie rodzi tego typu skojarzeń, a zatem, wymiar też dotąd nieopowiedziany, w którym spekulację i doktrynę zastępuje pustka niezapisanej przestrzeni. Chociaż dla tak wielce naznaczonej genem mądrości osobie o charakterze odludka, przejawiającej przenikliwość szczególnego rodzaju, wszystkie dostępne środki i sposoby nawiązywania kontaktu z nienazwanym dotąd wymiarem, który zaryzykuje się określić jako wymiar tego, 'iż się wie', nawet niekoniecznie całkiem poza sferą wielkiego zaciemnienia, jaką ten świat stanowi, mogą okazać swoją przydatność. Być może ktoś z Was też szuka w tej chwili odpowiedzi na któreś ze swoich ważnych pytań, co przypominają się udręczonym odwieczną kwestią, no bo czemu nie miałyby znaleźć sobie miejsca w Waszych dociekliwych umysłach i łaknących sercach? Gdy się wchodzi do rzeki, to siła jej nurtu porywa, a żyła jej potęgi płynie za horyoznt, więc to naturalne, że go jeszcze nie dostrzegasz. Gdy w niej jesteś, porwie ciebie z jej prądem, a przed tobą już tylko ocean.
Szukałem ja także różnych form artystycznej wypowiedzi, pragnąłem, tak jak inni się wypowiedzieć, wyrazić, co czuję, nie zastanawiąjąc się, dlaczego tak się dzieje; po prostu tkwiło to we mnie, kumulowało się. Po pewnym czasie potrafiłem ugruntować przekonanie, że mogę i chcę wypowiadać się na różne sposoby. Nie ma w tym nic nadzywczajnego, skoro inne jeszcze dziedziny wydawały się zawsze nie do opanowania. Matematyka i bliskie jej równie doskonałe gałęzie nauki nie pociągały mnie ku sobie, choć są równie piękne, jak pozostałe nauki. Bo czy nie jest tak, że wszystko może być polem badania sztuki, od samych swych źródeł rozwijać się w wątek sztuki, skoro tylko człowiek jako twórca daje ku temu powód? Pozornie nie ma w tym stwierdzeniu niczego, co nie powinno nas skłonić do zastanowienia. Byłoby błędem zlekceważyć ten potencjał. Co tak naprawdę ono oznacza? Twórczych form wyrazu jako przejawów wyżej rozwiniętych istot, za które mamy prawo, oraz porzywilej siebie uważać, tych niezdefiniowanych i tajemniczych form ekspresji w działaniu, jest nieprzebrana ilość. Stanowią one pulę wszystkich ludzkich działań twórczych razem wziętych w czasie, by nie pominąć żadnego pojedynczego twórczego aktu człowieka, oraz innych istot, co do których nie możemy mieć pewności, że nie są w stanie współdziałać z nami w tym doniosłym aspekcie. Osobiście, najbardziej skłaniałem się zawsze ku romaitym pociągającym zagadnieniom filozoficznym. Metafizyka i teologia stanowiły i nadal stanowią główną oś tych zainteresowań. Dla kogoś innego są to zupełnie inne obszary, jak: muzyka, sport, taniec, geologia, czy astrofizyka.
Można zadać pytanie o sens sztuki, o sens działań w sztuce, o to czym ona w istocie jest i czemu służy? O sztuce, wydaje mi się, najkrócej można powiedzieć, że jest działaniem. Definicji tej towarzyszy przeczucie co do tego, że działanie sztuki wyróżnia pewna szczególna cecha, która nie pojawia się nigdzieindziej. Ktoś powie, że sztuką jest wszystko to, co jest piękne. I zgoda. Możnaby powiedzieć, że piękno, jakie mam na myśli, jest i tkwi w działaniu. Jego sensem jest to, by działać, by wyrazić się oraz, aby się zamanifestować. To piękno jest nieodzowną i charakterystyczną dla sztuki żywej cechą, jak i czymś więcej - przyczyną sprawczą własnej manifestacji, swojego urzeczywistnienia, oraz samym swoim przeznaczeniem. To, jak silne okaże się jej pole rażenia, nigdy nie daje się dokładnie przewidzieć. Sztuka i jej manifestacje są nie tylko niedające się przewidzieć i zmierzyć, istnieją jakby niezależenie, mają niezależne istnienie. Istnieją niepodzielnie i niezależnie często także od twórcy, obok niego, a ponieważ ich wływ jest niepoliczalny, jako żywe kultury emanacji mogą realizować swoje konstytutywne cele bez przeszkód czy też pomimo ich. Sama istota, rzekłbym, esencja sztuki, jako żywego przeobrażenia się piękna, które o sobie stanowi, jest obecnością żywą i zmiennolubną. Jest ciałem żywym z jego przynależną mu energią. Lecz piękno jako zasada, funkcja i sens istnienia sztuki obecnej i czynnej objawia się na każdym z etapów jego przeobrażania, od zalążkowych form przyczynowych, mających związek z wolą, dopokąd trwać jest jej przeznaczone. W związku z powyższym, staje się jasne, że zjawiskowość sztuki żywej i prawdziwa sztuka mają miejsce tam i wówczas, gdy działanie staje się i jest sposobem istnienia, oraz gdzie istnienie jak i działanie są zawsze tym samym. Płynnym strumieniem rozpromienia się zjawisko sztuki jako czysta emanacja obecności, postrzegana jako takie czy inne piękno, gdyż istnienie czegokolwiek póki jest istnieniem, pragnie istnieć w dla siebie dogodny sposób - niepowtarzalny i sobie właściwy, sposób, który odbierać zechcemy jako piękno, sztuka, czy działanie.
Konsekwencją takiego jakby spersonalizowania energii i emanacji sztuki żywej, ukazania jej swego rodzaju mistycyzmu, bez smugi wahania, że jest ona cząstką całego strumienia świadomości, manifestującej się stosownie do własnych praw, nie mniej jednak, swobodnie i niezależnie od niczego (poza sobą), otóż, ukazanie się sztuki jako mistycznego ciała z całym ładunkiem swoich energii i możliwości, choć pozornie i to ciało może wydawać się skończone, prowadzi do koncepcji szczęścia. Nie potrafiłbym, personalizując poszczególne akty piękna, myśleć o nich w oderwaniu od idei szczęścia. Idea ta, co prawda pojawia się z zaskoczenia, jednak jasne staje się jej przypomnienie w tym kluczowym miejscu, gdy rozpoznawszy już mniej więcej tę wewnętrzną anatomię piękna, naturę, zadajemy sobie pytanie o sens i spełnienie, bądź co bądź, życia. Najprościej i nie mam wątpliwości, że trafnie, cel życia można wyrazić z pomocą pojęcia szczęścia. Szczęście, w moim odczuciu, które piękno sprawia, jest sensem i celem. Nie ma potrzeby rozwijać dalej tej myśli. Jest ona dla mnie wystarczająco jasna i prawdziwa. Prowadzi mnie mój pogląd ku równie jasnej i zdecydowanej syntezie, mianowicie, że tak jak życie i naturę, tak sztukę z jej pięknem można zapisać w postaci prostego wzoru trzech zasadniczych wartości życia, którymi są: SAT, CIT, ANANDA. Te trzy jakości mówią o naturze wszystkiego, jako: prawdy = samej obecności (istnienia), świadomości i szczęścia.
***
Wydaje się, że błędem jaki człowiek konsekwentnie popełnia w ocenie zjawisk w świecie, w tym sztuki, jest spojrzenie na nie w oderwaniu od siebie. Spostrzegamy świat oraz jego niewyczerpane złoża i zasoby jako coś innego, jakgdyby świat naprawdę był sobie tak obcy. Pozwolę sobie zauważyć, że pokonywanie dystansu istnienia wobec istnienia jest procesem poszerzania świadomości. Pytanie: Jak daleko proces ten może nas zaprowadzić? Dokąd? Nie mam wątpliwości, że jedynym miejscem, do którego zmierzać może ten proces, jesteśmy my sami. Nie jest tak, że woda, która płynie w rzece i ta sama woda, której smak możemy poznać dzięki naszym kranom, jest czymś innym, aniżeli my sami. Skoro tak, nie tyle powinniśmy o nią dbać, jak o siebie samego, ale możemy się cieszyć i być szczęśliwi, że tak, jak my nie umieramy nigdy, tak i wody nam nigdy nie zabraknie.
Przeświadczenie o swojej własnej wyjątkowości, nie wątpię, że nie obce większości ludzkiej rasy, niezwykłej roli do odegrania i wielkich celach, ku którym zmierza cały trud istnienia, wszelako jest tak naturalną i podstawową cechą każdej nowo narodzonej osoby ludzkiej, że byłoby czymś niepokojącym, gdyby ci młodzi ludzie nie zaczęli przejawiać tej uroczej megalomanii w stopniu choćby umiarkowanym. Umysły osób o poważnych skłonnościach do pozostawania poza odziaływaniem grubszych planów egzystencji, łatwo wpadające w niewytłumaczalne stany zawieszenia się w bliżej nieokreślonej próżni innego wymiaru, wbrew oczekiwaniom zmartwionych tym stanem rzeczy bliskich, by nie traciły tak całkiem kontaktu z 'rzeczywistością', zaczynają rozumieć w przerwach pomiędzy stanami swojej własnej próżni, dlaczego tak z nimi jest. Cel wydaje się być blisko, w każdym razie nie na tyle daleko, aby nie można było stwierdzić jego faktu istnienia z pełnym przekonaniem, co wzmacnia wiarę samotnika w sens swych często niekonwencjonalnych zachowań. Lecz gra toczy się o dużą stawkę. Nagrodą, jaka z pewnością czeka na końcu drogi naszego pełnego dobrych nadziei śmiertelnika, jest wskoczenie po prostu, lub jak chcecie, przeniesienie w wymiar lepszy i doskonalszy niż ten, który znany jest z tego, że nie rodzi tego typu skojarzeń, a zatem, wymiar też dotąd nieopowiedziany, w którym spekulację i doktrynę zastępuje pustka niezapisanej przestrzeni. Chociaż dla tak wielce naznaczonej genem mądrości osobie o charakterze odludka, przejawiającej przenikliwość szczególnego rodzaju, wszystkie dostępne środki i sposoby nawiązywania kontaktu z nienazwanym dotąd wymiarem, który zaryzykuje się określić jako wymiar tego, 'iż się wie', nawet niekoniecznie całkiem poza sferą wielkiego zaciemnienia, jaką ten świat stanowi, mogą okazać swoją przydatność. Być może ktoś z Was też szuka w tej chwili odpowiedzi na któreś ze swoich ważnych pytań, co przypominają się udręczonym odwieczną kwestią, no bo czemu nie miałyby znaleźć sobie miejsca w Waszych dociekliwych umysłach i łaknących sercach? Gdy się wchodzi do rzeki, to siła jej nurtu porywa, a żyła jej potęgi płynie za horyoznt, więc to naturalne, że go jeszcze nie dostrzegasz. Gdy w niej jesteś, porwie ciebie z jej prądem, a przed tobą już tylko ocean.
Szukałem ja także różnych form artystycznej wypowiedzi, pragnąłem, tak jak inni się wypowiedzieć, wyrazić, co czuję, nie zastanawiąjąc się, dlaczego tak się dzieje; po prostu tkwiło to we mnie, kumulowało się. Po pewnym czasie potrafiłem ugruntować przekonanie, że mogę i chcę wypowiadać się na różne sposoby. Nie ma w tym nic nadzywczajnego, skoro inne jeszcze dziedziny wydawały się zawsze nie do opanowania. Matematyka i bliskie jej równie doskonałe gałęzie nauki nie pociągały mnie ku sobie, choć są równie piękne, jak pozostałe nauki. Bo czy nie jest tak, że wszystko może być polem badania sztuki, od samych swych źródeł rozwijać się w wątek sztuki, skoro tylko człowiek jako twórca daje ku temu powód? Pozornie nie ma w tym stwierdzeniu niczego, co nie powinno nas skłonić do zastanowienia. Byłoby błędem zlekceważyć ten potencjał. Co tak naprawdę ono oznacza? Twórczych form wyrazu jako przejawów wyżej rozwiniętych istot, za które mamy prawo, oraz porzywilej siebie uważać, tych niezdefiniowanych i tajemniczych form ekspresji w działaniu, jest nieprzebrana ilość. Stanowią one pulę wszystkich ludzkich działań twórczych razem wziętych w czasie, by nie pominąć żadnego pojedynczego twórczego aktu człowieka, oraz innych istot, co do których nie możemy mieć pewności, że nie są w stanie współdziałać z nami w tym doniosłym aspekcie. Osobiście, najbardziej skłaniałem się zawsze ku romaitym pociągającym zagadnieniom filozoficznym. Metafizyka i teologia stanowiły i nadal stanowią główną oś tych zainteresowań. Dla kogoś innego są to zupełnie inne obszary, jak: muzyka, sport, taniec, geologia, czy astrofizyka.
Można zadać pytanie o sens sztuki, o sens działań w sztuce, o to czym ona w istocie jest i czemu służy? O sztuce, wydaje mi się, najkrócej można powiedzieć, że jest działaniem. Definicji tej towarzyszy przeczucie co do tego, że działanie sztuki wyróżnia pewna szczególna cecha, która nie pojawia się nigdzieindziej. Ktoś powie, że sztuką jest wszystko to, co jest piękne. I zgoda. Możnaby powiedzieć, że piękno, jakie mam na myśli, jest i tkwi w działaniu. Jego sensem jest to, by działać, by wyrazić się oraz, aby się zamanifestować. To piękno jest nieodzowną i charakterystyczną dla sztuki żywej cechą, jak i czymś więcej - przyczyną sprawczą własnej manifestacji, swojego urzeczywistnienia, oraz samym swoim przeznaczeniem. To, jak silne okaże się jej pole rażenia, nigdy nie daje się dokładnie przewidzieć. Sztuka i jej manifestacje są nie tylko niedające się przewidzieć i zmierzyć, istnieją jakby niezależenie, mają niezależne istnienie. Istnieją niepodzielnie i niezależnie często także od twórcy, obok niego, a ponieważ ich wływ jest niepoliczalny, jako żywe kultury emanacji mogą realizować swoje konstytutywne cele bez przeszkód czy też pomimo ich. Sama istota, rzekłbym, esencja sztuki, jako żywego przeobrażenia się piękna, które o sobie stanowi, jest obecnością żywą i zmiennolubną. Jest ciałem żywym z jego przynależną mu energią. Lecz piękno jako zasada, funkcja i sens istnienia sztuki obecnej i czynnej objawia się na każdym z etapów jego przeobrażania, od zalążkowych form przyczynowych, mających związek z wolą, dopokąd trwać jest jej przeznaczone. W związku z powyższym, staje się jasne, że zjawiskowość sztuki żywej i prawdziwa sztuka mają miejsce tam i wówczas, gdy działanie staje się i jest sposobem istnienia, oraz gdzie istnienie jak i działanie są zawsze tym samym. Płynnym strumieniem rozpromienia się zjawisko sztuki jako czysta emanacja obecności, postrzegana jako takie czy inne piękno, gdyż istnienie czegokolwiek póki jest istnieniem, pragnie istnieć w dla siebie dogodny sposób - niepowtarzalny i sobie właściwy, sposób, który odbierać zechcemy jako piękno, sztuka, czy działanie.
Konsekwencją takiego jakby spersonalizowania energii i emanacji sztuki żywej, ukazania jej swego rodzaju mistycyzmu, bez smugi wahania, że jest ona cząstką całego strumienia świadomości, manifestującej się stosownie do własnych praw, nie mniej jednak, swobodnie i niezależnie od niczego (poza sobą), otóż, ukazanie się sztuki jako mistycznego ciała z całym ładunkiem swoich energii i możliwości, choć pozornie i to ciało może wydawać się skończone, prowadzi do koncepcji szczęścia. Nie potrafiłbym, personalizując poszczególne akty piękna, myśleć o nich w oderwaniu od idei szczęścia. Idea ta, co prawda pojawia się z zaskoczenia, jednak jasne staje się jej przypomnienie w tym kluczowym miejscu, gdy rozpoznawszy już mniej więcej tę wewnętrzną anatomię piękna, naturę, zadajemy sobie pytanie o sens i spełnienie, bądź co bądź, życia. Najprościej i nie mam wątpliwości, że trafnie, cel życia można wyrazić z pomocą pojęcia szczęścia. Szczęście, w moim odczuciu, które piękno sprawia, jest sensem i celem. Nie ma potrzeby rozwijać dalej tej myśli. Jest ona dla mnie wystarczająco jasna i prawdziwa. Prowadzi mnie mój pogląd ku równie jasnej i zdecydowanej syntezie, mianowicie, że tak jak życie i naturę, tak sztukę z jej pięknem można zapisać w postaci prostego wzoru trzech zasadniczych wartości życia, którymi są: SAT, CIT, ANANDA. Te trzy jakości mówią o naturze wszystkiego, jako: prawdy = samej obecności (istnienia), świadomości i szczęścia.
***
Wydaje się, że błędem jaki człowiek konsekwentnie popełnia w ocenie zjawisk w świecie, w tym sztuki, jest spojrzenie na nie w oderwaniu od siebie. Spostrzegamy świat oraz jego niewyczerpane złoża i zasoby jako coś innego, jakgdyby świat naprawdę był sobie tak obcy. Pozwolę sobie zauważyć, że pokonywanie dystansu istnienia wobec istnienia jest procesem poszerzania świadomości. Pytanie: Jak daleko proces ten może nas zaprowadzić? Dokąd? Nie mam wątpliwości, że jedynym miejscem, do którego zmierzać może ten proces, jesteśmy my sami. Nie jest tak, że woda, która płynie w rzece i ta sama woda, której smak możemy poznać dzięki naszym kranom, jest czymś innym, aniżeli my sami. Skoro tak, nie tyle powinniśmy o nią dbać, jak o siebie samego, ale możemy się cieszyć i być szczęśliwi, że tak, jak my nie umieramy nigdy, tak i wody nam nigdy nie zabraknie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)