czwartek, 30 grudnia 2010

Praktyki światła: joga, szamanizm i dzogczen – wielka doskonałość.

Zainteresowani medytacją i poglądem dzogczen i nie tylko mają świadomość, że ostateczną formą praktyki, tajemną, jest thogal, znane jako przewyższenie najwyższego, przez co osiąga się jedną z najwyższych form urzeczywistnienia - ciało tęczy. Jest to praktyka światła, w której ogólnie rzecz biorąc, wykorzystuje się naturalne światło słoneczne i jego właściwości. Jedna z niewielu pozycji książkowych na ten temat, autorstwa 17- wiecznego tybetańskiego mistrza Tsele Natsok Rangdrol, posiada znamienny tytuł: „Życiodajna siła Słońca”, znana także jako „Krąg Słońca”.

1. Geneza głównych praktyk słońca: surya jogi i thogal (dzogczen – wielkiej doskonałości)

Nasuwa się zaraz przypuszczenie, że ezoteryczne praktyki sześciu lamp 1 mogą mieć pewien związek z pradawną Suryayogą, yogą Słońca, która jest zapewne starsza od thogal, jeśli wiązać thogal bezpośrednio z przekazem Garaba Dordże, który żył w III wieku p.n.e. Ciekawym i ważnym faktem jest miejsce pochodzenia Garaba Dordże. Był nim niewielki kraj położony w północno-zachodniej części Indii zwany, nomen omen, Ogjen. Sam Garab w tamtejszym zbliżonym do sanskrytu języku, nosił imię Praharśa Wadżra – Radosny/a Wadżra. Kierując się nie tylko samym skojarzeniem fonetycznym, lecz podnosząc wspólność kulturową ludów indoeuropejskich, do których zaliczają się również narody słowiańskie, wyraz ‘ogjen’ do złudzenia przypomina nasz polski wyraz ‘ogień’ oraz sanskrycki ‘agni’ – ogień, a także, zdaje się, dawnosłowiański „ogoni”. 2  To by wskazywało na kontekst kulturowy tych praktyk, historyczne podłoże, choć zgodnie z tradycją wtajemniczenie Praharśa Wadżry ma charakter bezpośredni, jest zapoczątkowaniem linii i nie ma nikogo, kto mu nauki te wcześniej przekazał.

Geneza Suryayogi, czy jej form pierwotnych, jest zapewne tak odległa, jak początki ludzkiej aktywności w sferze sacrum, które wyznacza obecność Słońca na niebie oraz wskrzeszenie ognia. Czasem zalicza się ją do sanatanadharmy, czyli odwiecznej wiedzy i praktyki, którą przekazuje człowiekowi bezpośrednio Słońce, zajmujące szczególną pozycję w hierarhii stworzenia, żeby nie rzec językiem Gurdżijewa, w promieniu stworzenia i ewolucji. Alternatywą dla tego z grubsza nakreślonego tła powstania właściwej i szczytowej metody dzogczen, owianej do dzisiaj wielką tajmnicą, jest stare bon-po, ludyczna forma pierwotnej religii mieszkańców Tybetu o charakterze szamanistycznym, skoncentrowana na idei słonecznej. Nie zagłębiając się w te przypuszczalne i prawdopodobne historycznoreligijne paralele sąsiadujących, bądź co bądź, tradycji, uwagę moją zwrócił inny rodzaj podobieństwa. Podobieństwa między mądrością kontemplacji dzogczen, a zasadniczym poglądem szamanizmu peruwiańskiego, rodem z Machu Picchu i tamtejszej świątyni Słońca. Według żyjącego współcześnie praktykującego szamana Don Victora Estrada 3 „wszystkie formy natury są Mistrzem”. Ta prawda i założenie jest uchwyceniem bardzo ważnej idei, od której wychodzą różne działania i praktyki kontemplacyjne szamanizmu. W tym świetle rozumieć należy związek człowieka ze światem roślin, zwierząt i materii nieożywionej. Jest to pogląd niedualistyczny charakterystycny dla yogi i dzogczen, który łączy mądrość przejawionej natury w jej różnorodności form z mądrością poznania, że nie zależnie od rodzaju przejawień, niezależnie od form jakie życie przybiera, wszelkie formy są przejawem Absolutu. Konkluzją tymczasową tego jest zauważenie roli jaką odgrywało i nadal odgrywa sun gazing, czyli wpatrywanie się w słońce. Słońce, stanowiąc najwyższą i najdoskonalszą emanację Jedynego w świecie materialnym, naturalnie stanowi ‘najwyższą’ formę przyswajania Jego właściwości, stąd nie trudno zrozumieć rolę rytuałów i technik nie tylko słonecznych, ale i tych związanych z ogniem takich, jak agnihotra, fire gazing, itp. Medytując na określonym obiekcie, asymilujemy się do niego, zgodnie z poglądem Jnanasankalini Tantry, że:”Stajesz się formą, na której medytujesz”, osiągasz formę, do której się asymilujesz, „dlatego za wszelką cenę medytuj na bezforemnym”. Może, jeśli sobie uświadamiasz konsekwencje swoich działań, trwając świadomie w poglądzie, że „wszystkie formy są Mistrzem” tak bliskim również duchowi dzogczen, skupiając uwagę i energię na ogniu, przyswajasz w sposób bezpośredni jego właściwości: jasność, przenikliwość, przejżystość i energię oraz wszystkie te jakości, które stanowią samą esencję życia, a więc z formą, jako niższej rangi produktem czy wytworem nie mają związku. Owszem, jasność energi światła posiada niezgłębione właściwości, asymilując się do nich i stopniowo przekształcając swoją cielesno-psychiczną powłokę (sanskr. kaja, ciało) w esenscjonalne składniki światła (wg. dzogczen jest ich 5, tak jak 5 kolorów tęczy, czyli sambhogakaya – ciało bogactwa esencjonalnych elementów [światła]) 4, można bardzo szybko i w znacznym stopniu wznieść swój poziom istnienia na poziom poza samsarą.

2. Nowy wymiar celibatu (kadag) – czystości jako warunku oświecenia i podstawy praktyki ze światłem

Istnieją, oczywiście, dodatkowe i konieczne warunki jakie należy spełnić. Gdy chodzi o dzogczen jego obraz nie może być pełny, gdy się pominie tregczie (trekczo), a w zasadzie kadag trekcho, które oznacza „przecięcie” poprzez utrzymanie i zachowanie czystości, co odnosi się do stanu kontemplacji, a co tutaj osiąga jakąś szczególną i techniczną niemal wartość, jest podstawowym założeniem, od którego przyswojenia zależy, czego nauczyciele dzogczen są świadomi, sukces na ścieżce. Tutaj, przywołany zostaje tak często wypierany ze świadomości współczesnej celibat, który w istocie, jako niekoniecznie jednoznacznie tylko fizyczne zrzeczenie się (odcięcie) czerpania przyjemności z pewnych określonych doznań zmysłowych, ale prawdziwe i całkowite odcięcie wpływów zmysłowej natury na własną świadomość zwiększa gwarancję nienaruszalności czystego naturalnego stanu. Otóż, ten szczególnie subtelny wysublimowany stan wymaga zastosowania odcięcia i to w sposób zwielokrotniony. Tak i w nierozumianym często celibacie (przez powierzchowność opinii w kontekście katolickiego chrześcijaństwa), jego sens zasadza się na długotrwałej pracy nad nienaruszalnością intencji tak, by nie przesłaniać przedmiotu kontemplacji oraz zapewnić płynność przebiegów energetycznych w relacji Bóg - człowiek. Przy czym, prawdziwa natura celibatu w rozumieniu dzogczen, skupia się w swojej metodzie na sferze psychicznej - intencji, a nawet intuicji. Chodzi o to, by nie dopuścić do zakłóceń kontemplacyjnej natury, poprzez uświadomienie, że dążenie do doskonalenia tej zdolności, i doskonałości jako takiej, wymaga całkowitego przecięcia wszelkich uwarunkowań, a więc także tych zakłóceń, które niewątpliwie wystąpią jako produkt uboczny skomasowanej, w postaci wartkiego prądu, kontemplacji. Oczywiście, naświetlenie to, które z praktycznego punktu widzenia, jak i czysto też teoretycznego, jest nieodzowne, jest rezultatem mojego konkretnego doświadczenia. Mógłbym więcej o tym napisać. Myślę, że pole tej praktyki jest szczególnie cenne nie tylko dla samych zainteresowanych dzogczen, buddyzmem czy yogą, lecz składa się na wspólne doświadczenie duchowości rozumianej jako praca nad samodoskonaleniem siebie i jako takie może i powinno być wykorzystane do badań o szerszym zasięgu. Sądzę, że z tych doświadczeń mogą czerpać zwolennicy różnych duchowych kierunków.

Ostatnia uwaga odnośnie przecięcia. W dzogczen (doskonałości) dużo ważniejsze jest zachowanie intencji, niż sam akt i działanie. Umysł decyduje o kierunku realizacji. Jest to na pewnym planie grą, w której wyższa jaźń wystawia ego na szereg prób, raz łatwych, raz trudnych (skala ich trudności rośnie miarowo), lecz powtórzę, że doznanie przyjemności zmysłowej samo w sobie nie jest złe, lecz decydujące są okoliczności jakie sprawiają skonsumowanie owocu. W dzogczen owocem i to nad wyraz 'smacznym', mającym związek z silnymi przeżyciami psycho-fizycznymi, emocjonalnymi jest sambhogakaja – bogactwo wizji i doświadczeń. W tym się zaznacza ta szczególna niepowtarzalna cecha podejścia dzogczen, że choć stosując jednak wyrzeczenie tak, jak je stosuje (jako przecięcie w i do czystości), nie staje się niewolnikiem tej koncepcji, ponieważ gdyby tak miało być, zaprzeczyłoby sobie samemu. Wtenczas nie moglibyśmy rozważać tu i teraz o dzogczen, stracilibyśmy je z pola widzenia. Dlatego dzogczen ma w sobie tyle nieprzepartego uroku, bo nie da się o nim powiedzieć wszystkiego, on sam wymyka się definicji, bo jest zawsze o krok przed wszelkim konceptualizowaniem, bo nic nie jest w stanie oddać czy przewyższyć stanu czystej kontemplowanej wiedzy, jeśli ten stan się pojawia.

3. Dalsze pobieżne rozrysowanie związków tradyji solarnych

Jakkolwiek, techniki i ryty słoneczne oraz ognia mają esencjonalne znaczenie dla szeregu duchowych tradycji, w tym szczególnie dla braminizmu, yogi, szamanizmu i dzogczen (thogal), ważne jest by nie stracić poczucia pewnej hierarhii i równowagi. Systemy yogi, jak i dzogczen, które jest yogą w istocie o zabarwieniu szamańskim (pierwotną formą dzogczen był ludyczny bon-po, którego symbolem jest solarny symbol swastyki), kładą nacisk na całościowy, komplementarny rozwój jednostki we wszystkich aspektach (dzogczen wymienia ciało, energię i umysł). Jeśli dzogczen praktykuje yantra yogę do złudenia przypominającą indyjską hathayogę, to niektóre praktyki suryayogi, jak choćby te w wydaniu Yogendry Gurunath Siddhanath 5, są osadzone w szerszym kontekście gestów rytualnych zwanych mudrami. Surya joga jest w zasadzie formą, być może esencjonalną, kriya yogi, która stanowi szerokie zaplecze lecznicze, złożone z szeregu form metod, które mają na celu wspomagać i balansować wszystkie aspekty życia ludzkiego. Techniki te słyną ze swojej skuteczności i posiadają wielu zwolenników. Natomiast, intrygująca jest geneza tych technik. Ponad wszelką wątpliwość nie da się jej precyzyjnie określić, mówi się o 3000 lat przed Chr. Wydaje się, że techniki te ewoluowały stopniowo, natomiast ich specyfika osadzająca się na elemencie samouzdrowienia, pozwala je łączyć w bliskiej relacji do leczniczych technik szamańskich, o których już tak dużo i genialnie napisał Eliade 6, i określić je jako bardziej rozwiniętą wysublimowaną formę szamanizmu. Nie rozpisując się za wiele na ten temat, można uznać kriya yogę za wyższą uwewnętrznioną formę szamanizmu, jeśli za taki uznamy dążanie do uleczenia i umożliwienia nawiązania konatku człowieka z jego wewnętrznym bóstwem, w efekcie czego osiąga on oświecenie. W tym świetle dostatecznie jasno wydają się rysować związki między ezoterycznymi naukami dzogczen, kriya yogi, agni yogi, czy dużo prostszą surya yogą, a historycznie najstarszą formą ludzkiej działalności w sferze sacrum – szamanizmem.

-----------------

1.  http://en.wikipedia.org/wiki/Dzogchen 

2   Związki te i inne opisał znany wąskim kręgom znawca braminizmu wedyjskiego,  Adam  
      Wojtanek, m.in. w: „Związki jogi i kultów Dawnych Słowian”, Warszawa, 1999.

3  http://www.healingspirit.com/journal/peru-quest/

4  Namkhai Norbu: "Kryształ i ścieżka światła. Sutra, tantra i dzogczen", Wyd. "A", Kraków 2001, .

5  http://hamsayoga.org/siddhanath-surya-yoga

6  Mircea Eliade: "Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy", wyd. PWN, Warszawa 1994.

1 komentarz: