poniedziałek, 3 października 2011

Rozmyślania nad dobrem oraz: Kim jest pierwszy hipnotyzer Rzeczpospolitej?

Nieustannie myśl nad dobrem. Myślenie o dobrym działaniu, myślenie o dobru innych, przekuwa się na szlachetne dzałanie na rzecz innych. Nie możliwe jest bycie w pełni dobrym (człowiekiem), jeśli choć tylko jednej osobie nie życzy się dobrze. Wypowiadając się źle o kimś to często tak, jakbyśmy tej osobie źle życzyli. Podtrzymujemy w ten sposób to, co złe w tej osobie, a przecież w tym nie zamyka się cała historia człowieka. Dlatego, myśląc o kimś dobrze, myślimy dobrze o wszystkich. Myśląc dobrze o wszystkich (życząc dobrze wszystkim), otwieramy sobie szansę na to, że w przyszłości okażemy dobro pierwszemu lepszemu napotkanemu człowiekowi. (Czy J.Kaczyński dobrze myśli o każdym i czy J.Kaczyński jest dobrym człowiekiem, nie myśląc dobrze o Ruchu Poparcia Palikota ani jemu dobrze nie życząc? - Pytanie pomocnicze z etyki). Myślenie dobrem i przez dobro to najzacniejsze działanie i tym jest, i na tym polega przezwyciężanie zła. Przezwyciężanie zła dokonuje się w nas samych, w naszym stosunku do drugiego człowieka jaki manifestujemy tu i teraz, w każdej chwili naszego życia. Polega ono na przezwyciężeniu nawyku do złego myślenia o innych. Dobrem zła zwyciężanie słynne jest niedopuszczeniem by miejsce tej postawy, zwanej myśleniem dobrem, miejsce nieobecne i puste, zajęło coś innego coś, czego dobrem nazwać nie można. Dobrem zła zwyciężanie doskonałe polega, zdaje się, na wytrwałym i możliwie nieustannym skupieniu się na tym, co dobre.

Te sprawy wydają się proste i poznane raz na zawsze, do końca. Gdyby tak było, to oznaczałoby, że osiągnęliśmy już wszystko, że nie ma nic więcej do zrobienia, oraz że nie potrzebni są tacy zdecydowani, bezinteresowni i zdolni ludzie, jak Janusz Palikot. Patrząc na wybory, odnoszę wrażanie, że przez większość kandydatów przemawia chęć zadowolenia samych siebie. Im nie chodzi o innych, o nas. Janusz jest inny.

Premier dziś daje dowód, jak wiele różni go od Janusza Palikota. Ulubioną grą premiera na te wybory, zresztą cyniczną jest narracja kryzysowa: „jest fatalnie i będzie jeszcze gorzej, dlatego..”, itp. itd. Znamy te frazy pełne zręcznie udawanego lęku niczym zaklęcia voodoo - cyniczny zabobon równie zatęchły, jak palenie kukieł, lecz bardziej perfidny i brudny, gdyż nie wiara go tłumaczy, a chytrość gracza. Złe wróżby, wsparte logiką dobrodusznie niepozastawiającą złudzeń, gromadnie dochodzą celu - bogato strojne wiązanki halucynogennych mantr: słowa i gesty obliczone na jak największą siłę rażenia – pierwszy minister prezentuje się w roli hipnotyzera nienajgorzej. Okaże się.

I tutaj rozumiem i widzę odpowiedź, dlaczego dobrem zła zwyciężanie nie jest wszystkim dane w jednakowy sposób, że niebylejaką ma ono wartość, bo żeby mogło dokonać się przyswojenie dobra w sposób nie pozostawiający złudzeń, trzeba spełnić szereg warunków. Wydaje się, że wymaga to wielu wyrzeczeń i wysiłków. (Nie sposób też oprzeć się wrażeniu, że tenże wysiłek, który z natury rzeczy jest i musi być wysiłkiem myśli i woli wyrosłym na gruncie jakiejś rycerskiej filozofii, jest wymalowany na twarzy lidera RP). Wymaga niespełnialnego - wyrzeczenia się gry, strategii, mijania się z prawdą. Czy to oznacza, że polityk ma wyrzec się polityki? Tak, jeśli przez politykę, o którą tu chodzi, rozumiemy fałsz, grę, obłudę, niekompetencję, władzę i spełnianie własnych ambicji.