poniedziałek, 3 października 2011

Rozmyślania nad dobrem oraz: Kim jest pierwszy hipnotyzer Rzeczpospolitej?

Nieustannie myśl nad dobrem. Myślenie o dobrym działaniu, myślenie o dobru innych, przekuwa się na szlachetne dzałanie na rzecz innych. Nie możliwe jest bycie w pełni dobrym (człowiekiem), jeśli choć tylko jednej osobie nie życzy się dobrze. Wypowiadając się źle o kimś to często tak, jakbyśmy tej osobie źle życzyli. Podtrzymujemy w ten sposób to, co złe w tej osobie, a przecież w tym nie zamyka się cała historia człowieka. Dlatego, myśląc o kimś dobrze, myślimy dobrze o wszystkich. Myśląc dobrze o wszystkich (życząc dobrze wszystkim), otwieramy sobie szansę na to, że w przyszłości okażemy dobro pierwszemu lepszemu napotkanemu człowiekowi. (Czy J.Kaczyński dobrze myśli o każdym i czy J.Kaczyński jest dobrym człowiekiem, nie myśląc dobrze o Ruchu Poparcia Palikota ani jemu dobrze nie życząc? - Pytanie pomocnicze z etyki). Myślenie dobrem i przez dobro to najzacniejsze działanie i tym jest, i na tym polega przezwyciężanie zła. Przezwyciężanie zła dokonuje się w nas samych, w naszym stosunku do drugiego człowieka jaki manifestujemy tu i teraz, w każdej chwili naszego życia. Polega ono na przezwyciężeniu nawyku do złego myślenia o innych. Dobrem zła zwyciężanie słynne jest niedopuszczeniem by miejsce tej postawy, zwanej myśleniem dobrem, miejsce nieobecne i puste, zajęło coś innego coś, czego dobrem nazwać nie można. Dobrem zła zwyciężanie doskonałe polega, zdaje się, na wytrwałym i możliwie nieustannym skupieniu się na tym, co dobre.

Te sprawy wydają się proste i poznane raz na zawsze, do końca. Gdyby tak było, to oznaczałoby, że osiągnęliśmy już wszystko, że nie ma nic więcej do zrobienia, oraz że nie potrzebni są tacy zdecydowani, bezinteresowni i zdolni ludzie, jak Janusz Palikot. Patrząc na wybory, odnoszę wrażanie, że przez większość kandydatów przemawia chęć zadowolenia samych siebie. Im nie chodzi o innych, o nas. Janusz jest inny.

Premier dziś daje dowód, jak wiele różni go od Janusza Palikota. Ulubioną grą premiera na te wybory, zresztą cyniczną jest narracja kryzysowa: „jest fatalnie i będzie jeszcze gorzej, dlatego..”, itp. itd. Znamy te frazy pełne zręcznie udawanego lęku niczym zaklęcia voodoo - cyniczny zabobon równie zatęchły, jak palenie kukieł, lecz bardziej perfidny i brudny, gdyż nie wiara go tłumaczy, a chytrość gracza. Złe wróżby, wsparte logiką dobrodusznie niepozastawiającą złudzeń, gromadnie dochodzą celu - bogato strojne wiązanki halucynogennych mantr: słowa i gesty obliczone na jak największą siłę rażenia – pierwszy minister prezentuje się w roli hipnotyzera nienajgorzej. Okaże się.

I tutaj rozumiem i widzę odpowiedź, dlaczego dobrem zła zwyciężanie nie jest wszystkim dane w jednakowy sposób, że niebylejaką ma ono wartość, bo żeby mogło dokonać się przyswojenie dobra w sposób nie pozostawiający złudzeń, trzeba spełnić szereg warunków. Wydaje się, że wymaga to wielu wyrzeczeń i wysiłków. (Nie sposób też oprzeć się wrażeniu, że tenże wysiłek, który z natury rzeczy jest i musi być wysiłkiem myśli i woli wyrosłym na gruncie jakiejś rycerskiej filozofii, jest wymalowany na twarzy lidera RP). Wymaga niespełnialnego - wyrzeczenia się gry, strategii, mijania się z prawdą. Czy to oznacza, że polityk ma wyrzec się polityki? Tak, jeśli przez politykę, o którą tu chodzi, rozumiemy fałsz, grę, obłudę, niekompetencję, władzę i spełnianie własnych ambicji.

piątek, 30 września 2011

O filozofii i o wszystkim. Mój system i Palikotomania

Mój system jest prosty. Kluczem: 'zahamowania'. Istnieje zło, jak i dobro. - W sensie zrównoważonym, spajającym 3 podstawowe wymiary: egzystencjalny (w tym dla chętnych dodatkowo eschatologiczny = pierwotnej obecności, podstawy natury, nirwany, etc.), moralny oraz epistemologiczny (odnoszący się do poznania), nie kładzie nacisku tylko na jeden z tych aspektów w odróżnieniu od zdewaluowanej już maniery krótkowzrocznych i mało wymagających tradycjonalistów.

Złem jest wszystko, co prowadzi do zahamowań człowieka (na wszystkich piętrach jego doświadczenia i realizacji) i sprawia, że się 'zatrzymał', nie rozwija się przez wzgląd na coś lub na kogoś. Dobrem, jest oczywiście wszystko to, co do zahamowań nie prowadzi oraz od nich uwalnia (wiedza, świadomość, uważność).

Co od zahamowań może uwolnić? A co do zahamowań się przyczynia? Niekiedy, brak pewnych zahamowań w jednym prowadzi do zahamowań w czym innym, następnie w nich człowiek osiada, rodzi się wnim poczucie braku szczęścia, i odwrotnie: różne zahamowania nie prowadzą do niczego innego jak do zahamowań właśnie, i człowiek może w nich osiąść.

Hamulce mogą, prawem względności, zarówno szkodzić, jak i sprzyjać. Problem w tym, że ludzie których od niemowlęctwa karmiono hamującą papką 'świętych' i nienaruszalnych przekonań, niesprawdzalnych twierdzeń (jakże to możliwe by ten pokarm dzisiaj nie okazał się trucizną?), mają zbyt mało wyobraźni i siły, aby podjąć próbę życia bez nich i niejako wbrew nim. Autorytety, systemy kształtujące wzorce zachowań (wzorce poprawne i zgodne z oczekiwaniami władzy, jak i rzeczonych autorytetów), nie wspominając o podtrzymujących je i operujących w sztywnych ramach światopoglądowych  - infantylno-poważniackich mediach współczesnych, działają jak zaprogramowane systemy operacyjne powielające i podtrzymujące sztywne, powszechnie obowiązujące formy zahamowań. Z drugiej strony następuje reakcja przegrzania i stare wzorce myślowe i zachowań zastępują nowe - jeszcze głupsze lub co najmniej tak głupie, jak poprzednie. Dlatego będę głosował na Palikota, hehe! Wiem, że ten facet, nie pogubił się jak inni, wyszedł albo wybiegł absolutnie poza ramki dualnego schematu: poprawne - niepoprawne, ale jeszcze gorsze, nie dając szansy zbyt wielu w tym szlachetnym wyścigu. :)

środa, 14 września 2011

Self-acceptance in the matrix scroll of mind

Self-acceptance which dwells in peace and knowledge, overcomes the all distracting turbulent contradictions of the psycho-social regulations, forms a bridge between the very sense of faith (inner esoteric sense) and void.

Self-acceptance is actually a certain wisdom realization and a sign that shows us that one transcends the gulf (which is a real precipice) of dual ilusory matrix. Deciphering the code of matrix means to realize that one is the originator, the player and the play at the same time.

Self-acceptance is in everlasting dispute with adorable infectious habits. The allergic habits constitute mortar which keeps going ageless primeval inalienable norms and habits exemplars as if megalitic menhirs of cromlechs erected in memory of dead, overgrown with countless moments of lives went by. All those cultural norms and habits exemplars have got their numerous and faithful imitators. 

Those fossilized cultural efemeral phantoms, curious containers of numerous anti-rational traditions, this long DNA chain of irreplaceable believs and convictions reproduced with perfect precision in subconscious and conscious scrolls of utopia...
have been tracked down, tracked down by boundlessly empty mind.

The ultimate in the self-acceptance realization is to both accept one's own ignorance and knowledge. Doing the two is hard. But if you want to go along the perfection path, you have to accept everything!: the work and the idle times, the one's own auspicious enlightened auras and as well as one's own obscure moments, and moreover: the other's auspicious enlightened auras, natural intelligence which may come easier. The dull, obscure and gross types of minds must be accepted, too.

Polska jest spod znaku barana

Polacy to zodiakalne barany i niemal wszystko co robią nosi znamiona bezmyślnego uporu: od złośliwej anarchii, dystans i chłód nihilizmu, pychę.. po ekstremizm prawno-karny i bigoterię. Zjawiska jak słynny polski depresyjny wampiryzm energetyczny.. Inercja i tamas guna (gruby element: kult ciał, karki, koksy, metro) = 'barani' opór = stagnacja = ciemnogród, i tym jest zło.
Zło dobrem zwyciężaj, mówią. Dobrem tutaj jest odrzucenie baranich cech bezmyślnego oporu i przyjęcie postawy niebaraniej.

wtorek, 13 września 2011

The thinking modes: Beyond karma and samsara

In my everyday life I attempt to apply (and wholehartedly recommend it to every one) a method of thinking with (the help of) the self, and choose it as superior to pure mind- thinking. These are two profoundly different ways as two opposite streching paths at a crossroads of mind. As the 2nd one loses its wisdom-awarness horizon for the sake of faulty mechanical nature of speculation, the 1st method leads the 'aspirant' (the thinker) directly to wisdom. This does not apply the mere seemingly established in the mind perceptive data thinking processes, which are empty as buddist teachings proclaim. The awarness of the thinking speculative mind limitations liberates the thinker from them, and so whatever is perceived, all the abundance of the countless phenomena is annuled as the aspirant redirects his mind from the ilusory phenomenal "what I see' to "what is being perceived by me here and now". This is called self-observation. In consequence it is leading to upper reflective states of mind, actually, self-being, not speculative.

Thus, here, it is the scope through which one can get the clearer understanding of the basic structures of human religio-culturally identified customized behaviours which in their continuity and regularity of their expansiveness squeez out the self-born reflexive and independent nature of the mindful self. Actually, it cannot be described neither as spontaneous or non-spontaneous as we are used to get those terms wrongly, so let it be inexpressible and unspeakable as it is.

Practically, it is put total emphasis on the value, on the content (essence) and quality of such a thinking mode, not - quantity. It concernes all the actions the self-mind is involved in, and furthermore, the mindful state helps to stop and to overcome all the mental-emotional obstructions, tensions and afflictions.

The first simple principle: no action even recognized as the most noble and expected in this world (of fiction) has a greater value than the pure state of the self-presence, the self-being, which is inexpressible (hinduistic 'beyond' or turiya, buddist 'prajnaparamita' or 'the other shore consciousness') that is brought into circulation by the reflective mindfulness of that upper mind - the unlimited mind above the mind.

The mindful mode de facto consists in doing actions beyond karma, beyond cause and effect or may be kept close to it.

czwartek, 8 września 2011

Sutra Serca: Prajnaparamita-Hridaya-Sutra

“One should strive for true knowledge because Jńana alone directly leads to salvation. Just as a bird flies on both the wings, so Karma (postępowanie) and Jńana (poznanie, zrozumienie, kontemplacja) alone in happy combination lead to attainment of salvation. All Karma should be devoted towards achievement of Jńana.”. “Yoga: wola (Raja) + poznanie (Jńanaa) + postępowanie (Karma) + emocje (Bhakti). – from “Essential Principles of Yoga, Chapter XII of “Tantras: Their Philosophy & Occult Powers” by D. N. Bose Hiralal Haldar, V.K. Publishing House, Delhi, India, 1981.


“A jesli czegoś pożądasz tak jak twoje życie, ale odwodzi cie to od prawdy, odrzuć twoje porządanie, gdyż lepiej jest żyć w prawdzie niz ją utracić i być wtrącony do ciemności zewnętrznych”

„Bądźcie tedy i wy doskonali, jak wasz Ojciec-Matka w niebie doskonały jest”

„Jeśli nie będziecie się strzegli świata i jego zgubnych sposobów, nigdy nie znajdziecie Królestwa Niebieskiego”
                                                                           - Jezus Chrystus: (Piąta) Ewangelia Życia Doskonałego”

He who is within Siwa/ He who manifested himself from Shiwa/ He who gave names to the countless forms of Shiva…
He who pervades thoughts/ He who is purify incarnate/ My son Agasthia! Come forth!
                                                                                                   – a prayer to the famous sage Agasthiar

                                                                          -- * --

                          Sutra Serca: Prajnaparamita-Hridaya-Sutra
- Moje tłum. (p.n.) tłumaczenia z sanskrytu na angielski Harischandra Kaviratna. Źródło: Sunrise magazine, December 1996/January 1997. Copyright © 1997 by Theosophical University Press

Om namo bhagavatyai arya-prajnaparamitayai!
Om! Chwała b(ł)ogo-sławionemu i wspaniałemu! (który dotarł do drugiego brzegu najdoskonalszej transcendentalnej wiedzy).

(W tej inwokacji doskonałość transcendentalnej wiedzy ma upostaciowanie w pełnej współczucia matce bodhi – mądrości – która zsyła i obdarza oświeceniem bodhisattwów (mędrców), którzy przejawiając czujność realizowali zalecenia przepisane aspirantowi dotyczące uzyskania pełnego oświecenia – samyak sambodhi.)


Wers 1

arya-avalokitesvaro bodhisattvo gambhiram prajnaparamitacaryam caramano vyavalokayati sma: panca-skandhas tams ca svabhavasunyan pasyati sma.
Wspaniały bodhisattva - mędrzec, Avalokitesvara, zajęty praktykowaniem głębokiej transcendentalnej dyscypliny mądrości, spojrzał w dół z wysoka na pięć agregatów, nazywanych skandha, (czyli materię (rupa), uczucia (vedana), koncepcję (samjńa), doświadczenie (samskara) i świadomość (vijńana)), i zobaczył, że w ich istocie (svabhava) są pozbawione substancji.


Wers 2

iha sariputra rupam sunyata sunyataiva rupam, rupan na prithak sunyata sunyataya na prithag rupam, yad rupam sa sunyata ya sunyata tad rupam; evam eva vedana-samjna-samskara-vijnanam.
(Ta) tutaj, O Sariputra, forma fizyczna jest próżnią (jest esencją pozorną, esencją, której w istocie nie ma, materia nie istnieje naprawdę, nie dajmy się zbałamucić złudzeniu, że ona jest tym czym nam się wydaje, że jest. Ona jest nieprawdziwa, jest niczym, jest niczym więcej jak pustką samą, próżnią – moje rozwinięcie p.n.); w istocie, próżnia jest tą formą fizyczną. Poza planem fizycznym, poza materią nie ma próżni; więc tam gdzie nie ma próżni, tam nie ma materii. To co jest pustką, jest materią; to co jest materią jest pustką, nicością. Podobnie ma sie sprawa (z czterema agregatami) uczuciami, percepcją, wyobrażeniami umysłu i swiadomością (które są pozbawione substancji).

Wers 3

iha sariputra sarva-dharmah sunyata-laksala, anutpanna aniruddha, amala avimala, anuna aparipurnah.
Tutaj obecne, O Sariputra, wszystkie zjawiska (zamanifestowanego) istnienia charkteryzuje pustka (nierealność): nie są narodzone ani unicestwione, nie są skażone ani nieskzitelnie czyste, nie są wybrakowane ani przepełnione


Wers 4

tasmac chariputra sunyatayam na rupam na vedana na samjna na samskarah na vijnanam. na caksuh-srotra-ghrana-jihva-kaya-manamsi. na rupa-sabda-gandha-rasa-sprastavya-dharmah. na caksur-dhatur yavan na manovijnana-dhatuh. na-avidya na-avidya-ksayo yavan na jaramaranam na jara-marana-ksayo. na duhkha-samudaya-nirodha-marga. na jnanam, na praptir na-apraptih.
Dlatego też, O Sariputra, w próżni-pustce nie ma żadnej formy fizycznej, żadnego uczucia, żadnego myślowego wyobrażenia, żadnej świadomości; żadnego oka, ucha, nosa, języka, ciała czy umysłu; żadnych przedmiotów zmysłowego postrzegania formy fizycznej, dźwięku, zapachu, smaku bądź stanów dotykowych; żadnego elementu-czynnika wizualnego, i tak dalej, aż dochodzi się do stwierdzenia, że nie istnieje żaden organ poznania umysłowego (i jakakolwiek funkcja poznawcza z nim zwiąana – p.n.ja). Nie ma żadnej głupoty-niewiedzy, ani ich unicestwienia, od chwili gdy rozumiesz: ani starzenia i śmierci, ani przeciwdziałania starzeniu i śmierci. Nie ma (żadnego) cierpienia, rozpoczęcia, zaprzestania, nie ma ścieżki; nie istnieje jakaś żadna wyższa wiedza, osiągnięcie (nirwany), nieosiągnięcie


Wers 5

tasmac chariputra apraptitvad bodhisattvasya prajnaparamitam asritya vibaraty acittavaranah. cittavarana-nastitvad atrasto viparyasa-ati-kranto nistha-nirvana-praptah.
Dlatego też, O Sariputra, z powodu jego nieosiągnięciowości (niezaspokojeniowości) (nirwany), bodhisattva, ucieknąwszy do prajnaparamity (transcendentalnej mądrości), spoczywa spokojnie w doskonałej wolności umysłu. Poprzez jego nieposiadanie umysłowych przeszkód i utrudnień (bodhisattva) bez strachu, przewyższając wszystkie perwersje, osiąga nieosiągalny błogostan nirwany.


Verse 6

tryadhva-vyavasthitah sarva-buddhah prajnaparamitam asritya-anut-taram samyaksambodhim abhisambuddhah.
Wszyscy Przebudzeni , samo-mianując siebie w trzech okresach czasu (przeszłości, teraźniejszości i przyszłości), oddaliwszy się do nieporównywalnej prajnaparamita, w pełni stali się przebudzonymi do samyak sambodhi - absolutnego doskonałego oświecenia.


Wers 7

tasmaj jnatavyam: prajnaparamita maha-mantro mahavidya-mantro 'nuttara-mantro samasama-mantrah, sarva-duhkha-prasamanah, satyam amithyatvat. prajnaparamitayam ukto mantrah. tadyatha: gate gate paragate parasamgate bodhi svaha. iti prajnaparamita-hridayam sa-maptam.
Dlatego też prajnaparamita powinna być uznana za wielką mantrę, mantrę wspaniałej mądrości, najbardziej wysublimowaną mantrę, nieporównywalną mantrę i środek łagodzący na wszystkie rodzaje cierpień; to jest prawda, która jest tym czym jest dzięki byciu niezakłamaniem (moja interpr.:)). Oto mantra ogłoszona w prajnaparamita. Oto ona:


gate gate paragate parasamgate bodhi svaha!

Przejdźmy, przejdźmy, przejdźmy poza, na drugi brzeg razem! O oświecenie! Chwała!

środa, 7 września 2011

Rozważania nad Śunyatą wraz z komentarzem do Kaula Upanishada i Jńanasankalini Tantra

Składają się na nie najbardziej trafne, niepodważalne i pomocne twierdzenia zaczerpnięte z Jńasankalini Tantry, Kaula Upnishady i nauk Hinayany i Vajrayany (za źródło m.in. służyła mi pozycja: ‘Tantras – their philosophy and occult secrets’ V.K. Publisjing House, 1981, Delhi, India. Rozdział XVII ‘Buddist Tantras’, której autorem jest D.N. Bose Hiralal Haldar.


Tych kilka źródeł, uznałem, że składa się na konkretną obszernieszją całość, scalającą to co najważniejsze, ku wzmocnieniu każdego, kto poszukuje oparcia na drodze realizacji, a znajdzie je bez wątpienia w tych mocnych, skompilowanych, niepodważalnych naukach.

Odzwierciedlają te teksty także mój osobisty punkt widzenia na wiele spraw, stąd bardziej forma komentarza do poszczególnych wersów pism. Mogą być naprowadzeniem na wiele newralgicznych punktów zapytania dotyczących praktyk yogo-podobnych. Przybliżają tą wydaje się najkonieczniejszą perspektywę i pogląd na praktykę i filozofię, scalając je niejako z sobą, odrzucając, czy pozbywając się tego co niepotrzebne, co zakłócałoby przebieg realizacji wizji, wyposarzając w wizję właśnie, to bezpośrednie dotknięcie i odczucie ‘tego, o czym chce się powiedzieć’, pozostawiąjąc namacalność wizji, która jest lekarstwem na wszelkie zawahania, zwątpienia i chwilowe niepowodzenia. Tutaj prezentowana jest sama wiedza (jńana, vidya) i jednocześnie praktyka. Już od czytelnika obcującego z tym tekstem zależy to jak dobrze go wykorzysta.

Oby pragnienie wprowadzenia tych nauk w codziennym życiu towarzyszyło nam bez przerwy. Wystarczy tej sile pozwolić by w nas mogła działać. Wystarczy się zwrócić w jej stronę. Wytrwanie w tej pracy pozwoli nam pomnożyć owoce tej stabilizacji.

I.

‘Stabilizacja’ dobrze określa Śunyatę (pustkę) Hinayany. W Vajrayanie, która była krokiem naprawczym wobec ekscentrycznej Mahayany, żądnej osiągania siddhi, mocy, i powodzenia materialnego poprzez min. Mantrayogę i inne zabiegi medytcyjno-magiczne, słowo Vajra (piorun) tożsame z Śunyatą oznacza: trwały, niezniszczalny i reprezentuje absolutną podstawę wszystkiego. ‘Stabilizacja’ określa stan, który daje gwarancję i pewność niezmiennego, i niezależnego względem niczego na zewnątrz, jak i we wnątrz, trwania, które jest samoistne, pełne, niczym nieograniczone i szczęśliwe. Pozaczasowe szczęście (mahasukha) pojawia się wraz z ‘połączeniem się’ z Śunyą, (lub powrotem duszy do ducha, jivatmana do paramatmana itp.), to znaczy wtedy, gdy ten się z nią identyfikuje. Trwanie tego stanu można oddać przez negację, gdyż Śunya jest totalnym zanegowaniem tego, co znamy lub do tej pory znaliśmy i z czym się identyfikowaliśmy. Śunyi odpowiada Turiya, które to odpowiadają Ciału Super Przyczynowemu (Maha kaarana deha) i Akshara Purusa w yodze, będącej stanem poza stanem, Czystą świadomością, Szczęśliwością poza czasową. Stan ten jest określany jako Hiranyagarbha, Złote Jajo stworzenia, a gdzie indziej nazywany złotym łonem.

Stan ten różni się nieznacznie tylko od stanu bezpośrednio poprzedzającego, stanu snu głębokiego – Sushupti i odpowiadającego mu Ciału Przyczynowemu, Kaarana Deha, kojarzonemu z zasadą poznania obecną wciąż na poziomie poznającego podmiotu.

Śunya nie jest zatem ani tym co istnieje, ani tym czego nie ma, ani tym i tamtym jednoczesnie. Śunya to wykraczający i wymykający się wszelkiemu możliwemu o niej stwierdzeniu, Śunya jest nieopisana, gdyż podmiot, który podlega warunkom nie może w pełni uchwycić tego, co w sposób pełny wyraża się jako bezwarunkowość, co nie podlega ze wszelkimi tego konsekwencjami żadnym wpływom i siłom warunkującym, choć – i tutaj dochodzimy do pewnego sedna – jego umiejscowienie ponad bytem i niebytem daje mu przywilej identyfikowania tych wszystkich chwilowych i upodmiotowionych form egzystencji, a więc przede wszystkim ludzi, następnie zwierząt, roślin i całej materii nieożywionej, ze sobą.

Ta wizja siebie, powiedzielibyśmy zrozumienie siebie, która wyraża się w przekroczeniu dualistycznego zapatrywania i poglądu, jest następstwem, niejako owocem, przekroczenia własnych ograniczeń, przezwyciężenia praw i sił dezintegrujących, działających jako wszystko to co ma nas rozproszyć i odwieźć od tego kim naprawdę jesteśmy. Siły te działają w oparciu o ułudę, naiwność, nawyki i liczne pragnienia, którym ulegamy, słowem wszystkie te kolejne i „ekscytująe” doznania, do których się przywiązujemy.

Zgodnie z podejściem Vijńanavady, o niczym, co posiada przejściową naturę ani o Bhavie (egzystencji), ani o Abhavie (nie-egzystencji) nie można powiedzieć, że istnieje. Stąd pojawia się koncepcja, że Egzystencja i Nieegzystencja łączą się ze sobą.

Również ta właściwość połączenia cechuje stan Śunyi i Karuny, - współczucie. Połączone są z sobą w jedności (nazwałbym ten stan przed-Śunyatą i po-Śunyacie albo grą wstępną). Yogin, który umie kontrolować swój umysł i serce, i który osiąga tę jedność po oczyszczeniu siebie fizycznym i psychicznym raduje się niezmiernym szczęściem. Ta jedność stanowi początekTantryzmu Buddyjskiego (Yogatantra, Anutta Yogatantra) i była (i jest) przedstawiana przez obejmujące się bóstwa. Obejmujące się w miłosnym uścisku bóstwa reprezentują też nirvanę i mahasukhę. Śunya uzyskuje dodatkowy walor uczuciowy (mahasukha). Śunya w starym znaczeniu ograniczonym tylko do płytkiej i nieznaczącej pustki, jak i Aśunya mogły być odrzucone jako prowadzące do fałszywych wniosków. Stąd ‘prymitywną’ Śunyę zaczęto postrzegać jako świadomość, Prajńę, która jest niezmienna, absolutna, nieporządaniowa, czysta, bez początku i końca jak niebo. Nowe całkiem przedstawienie Śunyi ściśle potwierdziło hinduską ideę Śivam, Satyam (wszech-egzystencja) i Advaitam (bez drugiego). Karuna lub Krpa (Siakti Siwy) jest siłą, która pragnie dobrobytu wszystkich stworzeń we wszechświecie. Będąc absolutne czy nieskończone w rzeczywistości stanowią i łączą się w jedno. Gdy są rozróżnialne, istnieje świat zjawiskowy, lecz gdy są jednością, wówczas nie ma ani podmiotu poznania ani samego poznania, ani poznającego podmiotu. Nie ma przyjmującego, nie ma dawcy, ani żadnego przedmiotu, który można by dać lub dostać. I tym jest mahasukha, najwyższa prawda. Stan ten jest praprzyczyną rozmaitych siddhi, mocy okultystycznych.

W wiekszości tekstów tantryzmu budd. (główny wkład szkoły Vajrayany) realizacja Śunyi dokonuje się poprzez nieprzywiązywanie (nieprzywiązanie). Stąd techniką samą w sobie znaną w dzogczen jest odcięcie wszelkich źródeł rozproszenia, i/lub przywiązania. Stąd doskonałą formą praktyki logicznie wynikającą jest praktyka poza praktyką, poza wysiłkiem związanym z konwencjonalnymi technikami co bliskie jest zasadzie Kaula ‘no restrain – nie ograniczaj się, nie przywiązuj się do tej techniki, rytuału lub innego, i nie praktykuj wstrzemięźliwości (dalej niż gdzie indziej posunięty umiar). Ale podczas gdy wstrzemięźliwość (ograniczanie się w czymś np. ze względu na czyjeś sądy i reguły), jak i brak wstrzemięźliwości potraktowane być może jako akt przywiązania (np. brak wstrzemięźliwości i umiaru w wykonywaniu pewnych technik medytacyjnych, jest także pewnego rodzaju wstrzemięźliwością, narzuconą, coś otrzymujesz kosztem czegoś – wstrzemięźliwość, a to rodzi następstwa, łańcuch uzależnień zamiast zostać przecięty, rozwidla się w najlepsze), to zasada nieprzywiązywania się najszerzej i najogólniej oddaje głębię i uniwersalizm podejścia buddujskiego. Brak umiaru w dowolnej dziedzinie życia w nie mniejszym stopniu prowadzić może do uzależnienia. Myślę, że autorzy Kaula Upanishady, formułując tezę (nie bierz na wstrzymanie), mieli na myśli: nie ograniczaj, nie narzucaj sobie niczego, co jest w pełni zgodne z zaleceniem nieprzywiązywania się, co więcej bardziej je precyzuje. W rzeczywistości ‘no restrain’ powinno się interpretować w duchu: nie narzucaj sobie niczego, ani nie pozwól by ktoś narzucił tobie w jakiejkolwiek formie sposób działania; ‘Nie narzucaj sobie niczego i nie pozwól by ktokolwiek nakazywał ci wykonanie czegokolwiek’ jest bezpośrednim wprowadzeniem do statusu wielkiej nieograniczoności, stanu który cechuje wolnych, a więc wyzwolonych. Odnosi się ten punkt również do naszych i jakichkolwiek schematów myślowych, tych form represji, dyktatu tez i wyobrażeń ograniczonego, totalnie uwarunkowanego społecznie, normatywnie, nawykowo, psychologicznie, dziedzicznie i w każdy możliwy sposób intelektu. Teza Kaula upanishady posiada swoje rozwinięcie w zdaniu: one should behave in a way opposit to that expected – należy działać przeciwnie do oczekiwań innych, zaraz dodając, iż działanie przeciwne (jakby przecinające i blokujące możliwości poddania się pod dyktat czyjegoś nierozwiniętego ego) do oczekiwań innych powinno być w zgodzie z prawością. Jeszcze jedno. Polecenie działania pod prąd oczekiwań innych jest pożyteczne i sprawia, ze takie działanie jest jedynym działaniem naprawdę sensownym w świecie rózmaitych idei i postaw, często przeciwstawnych, które łatwo umieją nagiąć do swoich tez niezdecydowany umysł. Polecenie to mówi nie więcej niż to, aby w życiu kierować się zawsze prawdą i działać w zgodzie z własnym sumieniem. W stanie Śunyi, czy bardzo zbliżonym do niej często towarzyszył mi ten stan nieobojętności w stosunku do drugich, na ich poczucie sprawiedliwości i krzywdy, a zatem tu rolą jest sumienia nie zaniedbywać swoich etycznych zobowiązań w stosunku do bliźnich. Słowem, wrażliwość, która jest otwarciem się własnego sumienia i serca na prawdę ‘objektywną’ tzn. to jak jest i co się dzieje z innymi, jakimi jesteśmy wobec innych. Ma to kolosalne znaczenie, tym bardziej, że to wrażliwi częściej stają się ofiarami nieczułych skamielin emocjonalnych, co stawia ich w niełatwej sytuacji. Działanie zawsze zgodnie z wewnętrzną prawdą lub po prostu, jak pisał Gurdżijew, ‘zawsze mów prawdę’, jest tutaj na rzeczy. W hinduizmie znana jest ścieżka funkcjonowania w prawdzie, czy niekłamania i jest bardzo ceniona. A więc zazębiają się tutaj te wszystkie elementy ze sobą, nieprzywiązanie implikuje mówienie prawdy i odrzucenie kłamstwa, warunkiem nieprzywiązania jest odrzucenie kłamstwa, bycie w prawdzie wymaga od nas abyśmy nie poddawali się dyktatowi innych, nieograniczanie się, nie narzucanie sobie niczego (kłamstwa?) jest też właściwe, gdyż uzasadnia je autentyzm naszych prawdziwych potrzeb lub pragnień w danym momencie.
Acha, Nie zgadzanie się na mechaniczność działań pod dyktando oczekiwań innym, imlikuje w naszej postawie odwrotność zachowań 'innych'. Wiedząc, że wszystko co robimy może mieć ogromny wpływ na innych, nie działamy już w celu osiągnięcia zysków, chyba, że jest to konieczne i przebiega z zachowaniem 'słusznej prawości', lecz z pewnością nie wdajemy się wciągnąć w mechaniczny tryb oddziaływania na innych, poprzez stawiania wymagań mających na celu podporządkowanie kogokolwiek.

piątek, 12 sierpnia 2011

We can't get no satisfaction

Najbardziej chyba charakterystyczną cechą kondycji ludzkiej i świata, w którym żyjemy (w odróżnieniu od przypuszczalnie innych wyższych planów egzystencji) jest to, że nie możemy osiągnąć satysfakcji. Choć pragniemy zaspokojenia, ono nigdy lub prawie nigdy nie przychodzi w oczekiwanym momencie (lub w takiej mierze, w jakiej byśmy chcieli). Słowa refrenu pieśni legendarnych the Rolling Stones „I can’t get no satisfaction’ trafnie podsumowują ten egzystencjalny niedosyt.

Żyjemy niepokojeni wizją nadciągającego kryzysu. Kryzysy, które wyłaniają się jeden za drugim, fala za falą zdają się coraz bardziej potwierdzać teorię, iż satysfakcja na miarę naszych oczekiwań nie może nadejść lub służyć nam na wyłączność. Niemal wszyscy ludzie, lub jak mniemam większość, traktują kryzys jako dziwną anomalię, która nie powinna się nigdy wydarzyć. Za wszelką cenę starają się ją czy to przezwyciężyć czy ukryć fakt, iż ma ona miejsce. Pozwólcie, abym rozwiał wasz niepokój, zanim rozczarowanie jednych, a - o ironio - poczucie satysfakcji drugich (jeśli są osoby, dla których kryzys gospodarczy staje się spełnieniem oczekiwań, to jak bardzo musiały cierpieć, gdy nie było jeszcze przesłanek do globalnego lamentu), przyprawi o kolejny dreszczyk emocji. Otóż, słuchajcie uważnie: kryzys nigdy nie nastąpił, gdyż on był z nami zawsze i już nigdy nas nie opuści!

Na gruncie niemożności spełnienia i wiecznego niedosytu kiełkują nasiona zazdrości i egoizmu. Nie tracąc nadziei, że pochwyci człek to, czego tak łaknie lub porząda, jego pełne zgryzoty życie przepływa w pogoni za czymś niedościgłym do końca, nowym i innym, a jakże mu miłym. To wszystko dzięki ‘magii’ ułudy, tej mistrzyni, która sprawia, że stary płomień dawnego sprzed lat łaknienia niespodzianie wystrzela ferrią tysiąca ogni i barw, wywołując kolejne burze i fale. Nie dajmy się zwieść tej pani, mistrzyni wszelkiego zamętu.

The Rolling Stones: “I can’t get no satisfaction”

satisfaction,
satisfaction.
'Cause I try and I try and I try and I try.
I can't get no, I can't get no.

When I'm drivin' in my car
and a man comes on the radio
he's tellin' me more and more
about some useless information
supposed to fire my imagination.
I can't get no, oh no no no.
Hey hey hey, that's what I say.

I can't get no satisfaction,
I can't get no satisfaction.
'Cause I try and I try and I try and I try.
I can't get no, I can't get no.

When I'm watchin' my TV
and a man comes on to tell me
how white my shirts can be.
Well he can't be a man 'cause he doesn't smoke
the same cigarrettes as me.
I can't get no, oh no no no.
Hey hey hey, that's what I say.

I can't get no satisfaction,
I can't get no girly action.
'Cause I try and I try and I try and I try.
I can't get no, I can't get no.

When I'm ridin' round the world
and I'm doin' this and I'm signing that
and I'm tryin' to make some girl
who tells me baby better come back later next week
'cause you see I'm on losing streak.
I can't get no, oh no no no.
Hey hey hey, that's what I say.

I can't get no, I can't get no,
I can't get no satisfaction,
no satisfaction, no satisfaction, no satisfaction.



czwartek, 11 sierpnia 2011

Upadek Benedykta. Mały traktat o dwubiegunowości istnienia

Dualizm to dwubiegunowy schemat postrzegania zjawisk, dwuaspekowy. Jest cechą wąsko myślącego intelektu. Schemat trójkowy i inne cechują rozszerzony intelekt.

Dobro i zło. Otóż, 'dobro' nie jest 'dobrem' przez się, ale staje się 'dobrem' na tle ‘zła’, w oparciu o ocenę tego, co jest ‘złem’ i vice versa, tzn. ‘zła' nie da się pomyśleć bez ‘dobra’, które istnieje tylko w oparciu o ‘zło’. W takim ujęciu obie kategorie wynikają z siebie wzajemnie i wprost naprzeciwlegle, i tym jest dwubiegunowość. Jedna bez drugiej nie może istnieć, są współzależne (tak jak Siva-Siakti, co też jest częściową prawdą, a więc iluzją, gdyż są jednym i tym samym, aspektami tego samego). Ta cecha wzajemnego uzasadnienia (istnienia) i warunkująca jest tutaj obecna. (Można to wyjasnić następująco: warunkiem, ażeby ktoś mógł stwierdzić, że coś jest ‘dobre’ jest to, aby ktoś powiedział, że coś jest ‘złe’.
Tak obie kategorie poszukują wciąż potwierdzenia swojej ważności we wzajemności oparcia się na sobie. Alternatywą dla takiego myślenia, jest założenie, że 'zło' jest jedynie brakiem 'dobra'. Jest to pośrednia interpretacja, pośrednio dwubiegunowa i całkiem do przyjęcia. Można jednak ‘dobro’ pomyśleć zupełnie inaczej. Choć wtedy traci ono swoją pierwotną dynamikę dwubiegonunowego powstawania i doświadczenie to jest z gruntu odmienne. 'Dobro' jako takie i przez się (per se) jest, a nie staje się i dlatego jest ono bardziej nieuchwytne.

Teraz moja opowieść wigilijna. :)

Chrześcijaństwo, które jak wiadomo bazuje na dwubiegunowej filozofii, wywoływać może niezwykle silne frustracje u osób posługujących się innym systemem opisu rzeczywistości niż dualny. Do takich osób zaliczam się ja, choć nie rezygnuję całkiem z tej metody, gdyż wiem, że niekiedy nie ma konieczności, a kiedyindziej po prostu nie jest to możliwe, aby zastępować ten system innym w sytuacji, kiedy spełnia on dobrze swoje opisowe zadanie, a więc sprawdza się. Ta uwaga ma związek z pewnym niecodziennym i z perspektywy czasu jednak zabawnym, skłaniającym do namysłu, wydarzeniem, w którym przyszło mi wziąć udział w ‘niepochlebnej’ roli sprawcy. Tak się złożyło, że oglądam dość często telewizję, i w te dni Bożego Narodzenia AD 2010, które co roku spędzam w domu rodziców, jak większość Polaków przy suto zastawionym stole, oglądaliśmy wspólnie telewizję, głównie programy poświęcone tematyce religijnej. Atmosfera wszechogarniającej świętości powoli i skutecznie zaczynała boleśnie się odbijać na moim poczuciu wewnętrznej harmonii, osoby stroniącej od zgiełku rozmodlonych ciżb i blichtru świątynnych sal. Nauki uczonych w piśmie, nieważne czy mądre czy zupełnie naiwne filmy historyczno-biblijne, niezliczone dokumenty, spośród których pamiętam ten słynny o całunie turyńskim, liczne świadectwa świętych sprawiały wrażenie jakby świat nagle, jak za dotknięciem przycisku odbiornika telewizyjnego, przemienił się w byt całkiem ‘uduchowiony’, 'nieziemski', lecz naprawdę niewiele było w tym prawdy, jeśli podniosłości i wyobraźni nie mylimy z prawdą. Ta dawka pozłacanej fałszywej świętości podawanej w formie rytuału, autorytaryzmów i nie idących na ustępstwa dogmatów była tak intensywna, (można powiedzieć, że zostałem poddany ostremu praniu mózgu), a gospodarz nie miał dla mnie litości, że odczułem przemożny bunt, niezadowolenie i najgłębszą, jaką ktoś może w kimś wzbudzić, frustrację. Te święta inaczej myślącym, jak ja, dały na pewno poczuć się bardzo samotnym.

(Tutaj ukłon w stronę rządu Wielkiej Brytanii, za wrażliwość, jaką kierował się przy wprowadzeniu zakazu sprzedaży kartek bożonarodzeniowych, mając w swojej delikatności i poczuciu neautralności światopoglądowej na uwadze dobro mniejszości, rosnącej w siłę, imigrantów. Choć przyznam, że jest to dość radykalny i chyba nieprzemyślany jednak pomysł).

Czy ktokolwiek pamięta jeszcze ten niespodziewany upadek Papieża Benedykta XVI, w trakcie przemarszu w Bazylice Św. PiP (2 dzień świąt), którego chwyciła mocno za rękawy w zapaśniczym afekcie (okazało, że chora psychicznie) sypmatyczka. Na skutek tego targnięcia, tego doskoku z tłumu do swego przedmiotu uwielbienia, samego nietykalnego, Papież stracił równowagę i upadł, szczęśliwie niegroźnie. Niestety, nie obyło się także bez bolesnych potłuczeń.

Ale tak czasem jest, że miłość, zbyt dużo miłości, kaleczy. Bo co to oznacza? Nad tym samym zastanawiał się i Papież. To niewyjaśnione zdarzenie, (bo tak naprawdę zdezorientowani świadkowie i ci w Bazylice, i wierni śledzący uroczystość przed swoimi telewizorami, ulegli pierwszemu złudzeniu, iż jest to fanatyczny atak), jak sam tłumaczył Papież, skłoniło go do refleksji. Nieszczera miłość, która miłością nie jest, może wyżądzić szkody. Tu chodzi o coś jeszcze. To cała problematyka systemu myśli, całego chrześcijańskiego poglądu na świat i człowieka, niekiedy pełna niejasności, wywołująca sprzeczności i nieporozumienia.

Papież, ku mojemu radosnemu zdumieniu, na krótko po tym co zaszło udzielił pięknej i niezapomnianej katechezy. Pamiętam, że centralne miejsce zajęło w niej pojęcie ‘środka’, czy ‘szarości’, jak sam określił. Tego mi było trzeba. Chrześcijaństwo również, choć wobec niego mamy prawo spodziewać się czegoś więcej, nie powinno przedstawiać świata jako li tylko czerni lub bieli. To nonsens! W tym świecie są również szarości, a nawet niebezpieczeństwa! co sprawia, jak sam podkreślił Benedykt XVI, że życie nabiera smaku, staje się wtedy pełniejsze, pełne barw przez to, wzbogacając nasze zrozumienie świata, nastrając nas prawidłowo wobec wielu skomplikowanych zjawisk natury etycznej, oddalając niebezpieczeństwo popadnięcia w jednostronność, być może fanatyczną wprost niechęć wobec tego, co kulturowo i obyczajowo odmienne, czyniąc z nas bardziej rozumnymi, otwartymi, obeznanymi w prawie wzrostu i przekształceń w oparciu o wolność i współistnienie różnych przekonań. 

Łatwo, więc uważny czytelnik zaobserwuje, iż Papież wypełnia lukę (dwubiegunowości, mającej źródło w zaratustrianizmie), jaką chrześcijaństwo pozostawiło w swojej spuściźnie potomnym, wypełnia ją z pomocą utraconej i niewidzianej przedtem i nigdzie 'szarości'! Papież wypośrodkował, mówiąc technicznie i naprowadził płaski kurs-pogląd, dominujący w chrystianizmie, tym samym przypomniał sobie i nam, że istnieje 3 wymiar rzeczywistości, (i był w tym nie mniej wspaniały niż sam Budda), udzielając dojrzałej i mądrej nauki, w okolicznościach tajemniczych, nietypowych, kiedy to, przesyconą jaskrawo-złotymi nićmi podniosłą atmosferę teologii Bożego Narodzenia zachwiało widmo niespodziewanego ... - widmo niepokojące i wytrącające z medytacyjnego rytmu podniołości, słusznie upominającego się o szarość. Nawet i to zjawisko (akt wielbicielki i ona), które wydawało się czym innym, utkane w czerń przypuszczenia, że wypowiedział się tutaj gniew nagi i szalony, ukazało swoje ludzkie kochane oblicze, bo przecież nie mogło być inaczej.

Jest to krok milowy, uważam, choć może przemknął bez śladu, w dążeniu ludzkości ku oświeconej wizji świata.

Krok, który przybliża nas do uznania, bez względu na wiarę i prerogatywy, świata jako pełnego różnych cech i wyrażającego się różnie. Świata takiego, którego nie widzimy, albo nie chcemy widzieć: przenikniętego bogactwem kultur, wyznań, spojrzeń, koncepcji, upodobań, nie tracąc z pola widzenia tego, co nas wszystkich łączy.

To była historia osamotnionego człowieka, jego sprzeciwu i krzyku goryczy przed umasowieniem przeżyć, zdławieniem pięknych równoważących szarości i odebraniem najzwyczajniej wolności - autentyzmu. Dualizm, zaiste, bywa zdławiający. Słuszny gniew jest wołaniem o wolność.



środa, 23 marca 2011

Saraha - Pieśń Marapy i to, co ze mną wyprawia..

Kiedyś byli mistrzowie oraz ich przekazy, dziś wystarczy internet i facebook. Pieśń Marapy jest kongenialna. Tekst ten jest owocem ogromnego doświadczenia, niezmierzonego wysiłku i tak przeżytego czasu, w nim prostota skondensowanej żywej nauki. Imperatyw dążenia do takich czy innych osiągnięć i rezultatów jest fikcją. Mądre i konsekwentne chrześcijaństwo widziane przez pryzmat buddyzmu jest wtedy, kiedy do niczego nie dąży, jego zaś jedynym prawdziwym dążeniem jest zawrócenie nas z drogi lgnięcia ku wytworom wybujałego umysłu po to, byśmy mogli nabywać dla siebie coraz więcej przestrzeni życiowej wolności. Co do Jezusa, jest on uosobionym obrazem tej doskonałości, która polega na uwolnieniu w stopniu całkowitym od miraży konceptualnego umysłu, poprzez co dopiero doświadczać można ewentualnie mocy miłości-współczucia. Lecz nie wydaje się, ażeby miłość sama w sobie była celem (w sensie traktowania jej instrumentalnie=konceptualnie). Ona jest tym, co jest. Gdy nienaruszona, najlepszy z niej pożytek.


Tutaj znajdziecie tekst tej wybitnej pieśni. http://www.samadi.republika.pl/rart51.html

czwartek, 3 marca 2011

Neo-fundamentalizm polski

Katolicki neo-fundamentalizm w Polsce cechuje: dyskryminacja, autorytaryzm, podtrzymanie wiary w różne tabu jako wartości, irracjonalizm, nie-demokracja, ograniczenia praw jednostki, władza nad nimi i kontrola. Religie są często jak opium dla mas; zrozumienie i niezależne kształtowanie świadomości i tożsamości jednostek poza systemami dyskryminacji i kontroli nie jest opium dla mas..

piątek, 18 lutego 2011

Do Tary

W siadzie lotosu, reprezentująca urzeczywistnienie samego stanu pustki,
W kolorze szmaragdowym, o twarzy jednej, dwurękiej,
Pani w pełni rozkwitu młodości,
Której prawa noga wyciągnięta na zewnątrz, lewa zgięta spoczywa,
Ukazujesz jedność mądrości i sztuki – chwała Tobie!

Niczym rozpostarty konar niebiańskiego drzewa turkusowego,
Twa giętka prawa dłoń w geście pomyślności,
Zaprasza mądrych do uczty najwyższych osiągnięć
Niejako do zabawy – chwała Tobie!

Twa lewa dłoń daje nam schronienie, ukazując Trzy Klejnoty;
Co oznacza: „Wy ludzie, którzy napotykacie na setki niebezpieczeństw,
Nie lękajcie się – Ja was niechybnie ochronię!”
Chwała Tobie!

Obie dłonie dają sygnał wraz z niebieskimi kwiatkami utpali:
„Istoty samsaryczne (podlegające prawom mechanicznym skutku i przyczyny)!
Nie trzymajcie się kurczowo ziemskich przyjemności.
Wejdźcie do wielkiego miasta wyzwolenia!”
Kolce kwiatów kłują nas skłaniając do wysiłku
– chwała Tobie!

Autor: Pierwszy Dalaj Lama (1391 – 1474). Moje wolne tłumaczenie z angielskiego. 

Źródło: http://www.exoticindiaart.com/article/tara/