niedziela, 17 maja 2009

Słońce, czas, ekstaza

Pamiętam ten moment, kiedy zapytany o imię, odpowiedziałem milczeniem, zwlekałem, przretrawiałem sprawę, nie otrzymałem gotowej odpowiedzi, bowiem żadne imię nie przychodziło mi do głowy. Przez moment zastanawiałem się nawet czy mogę napisać je na podanej mi kartce papieru, po chwili jednak ku zaskoczeniu swojemu, jak i samej zainteresowanej, złożyłem kartkę na pół, następnie jeszcze na pół i ją wręczyłem . Jej zdziwienie tym, że na kartce nie było oczekiwanego imienia, jakiegokolwiek znaku ani kreski atramentu, było duże, ale tylko ja wiedziałem, dlaczego nie byłem w stanie niczego napisać, gdyż to po prostu nie miało sensu, było niewykonalne...  
Być może dlatego też nie jest priorytetowe, gdzie odnajdą się słowa. Oby się odnalazły. Nie ma znaczenia, czy są z Kodu Canta brigeniensis D, Brihad Nila Tantra, Jńana Sankalini Tantra, Księgi Jonasza czy Sahasranama Stotram, czy po prostu pisze je Gurdżijew. Zresztą takie źródło może być niezidentyfikowane i nie posiadać kodu, tytułu, daty powstania. Ale czy źródło mogło powstać kiedykolwiek? Czy źródło ma swoją genealogię, genezę? Podoba mi się, kiedy u Prabhupady czytam, który cytuje za Wedami, że wiedza, a więc i słowa były najpierw przechowywane przez Słońce. Gdy dorośliśmy do tego, by je przyjąć, Ono przekazało je nam. W tym duchu odczytywać należy też sens sanatanadharmy – religii, wiary, prawa, natury, wiedzy, która nie ma daty powstania.

Oto fragment jednego z najstarszych manuskryptów tantry: Kulachudamani Tantra, KT.


Kulachudamani Tantra, KT dedykowana jest bogini Kali, bogini czasu i przemiany. Jest Kali całościową personifikacją absolutu - rzeczywistości, wobec której ludzkie aspiracje, struktury społeczne i świadomości, formy ułudy, nie przedstawiają większej wartości. Jest także tą tajemniczą, nieskończenie wielką przestrzenią jakby poza wymiarem nam znanym, która w swym potrójnym spojrzeniu uchwyciła i skondensowała byt. Jako zupełnie przejawiająca cechy nadludzkie, boskie (nirguna) jest Nirudha. Ona też  decyduje o losie wszelkich stworzeń od stworzenia, przez utrzymanie po zniszczenie, i daleko bardziej wykracza poza to zrozumienie. W tak zwanej świadomości powszechnej narosło wiele błędnych ocen tej jednej z najstarszych bogiń hinduskich, warto więc wskazać na jej właściwy duchowy wymiar jako personifikacji absolutnej.

Jestem Wielką Naturą, świadomością, rozkoszą, kwintesencją, którą z oddaniem się czci. Tam gdzie jestem, nie ma Brahmy (generatora/ Czystego Ducha), Hara (operatora/ Słońca), Shambu (niszczyciela/ Ojca) lub innych bogów, ani nie ma tworzenia, utrzymania i rozpuszczenia. Tam, gdzie jestem, nie ma przywiązania, szczęścia, smutku, wyzwolenia, dobra, wiary, ateizmu (niewiary), autorytetu i ucznia.
Gdy, zapragnąwszy tworzenia, okryłam się swoją Mayą (Shakti - czynną mocą trojaką) i staję się potrójna i ekstatyczna w swojej rozwiązłej grze miłosnej, - jestem Vikarini, dającą początek różnym rzeczom.

Tłumaczenie własne z angielskiego

Tak Kali sama o sobie. Tekst średniowiecznego manuskryptu jest niezwykłym zapisem wtajemniczenia. Syntetyczne to credo, uwalnia od wahań i wątpliwości.


W dalszej części znajduje się syntetyczny opis Jej autokreacji w duchu tantryckiej kosmogonii, gdzie mówi się o pięciu elementach (tanmatrach), 108 lingach, 3 światach, które - spontanicznie emanują, manifestują się. Tak powstają jakości (guny), wszystko, Brahma itp, które są Jej częściami. Tak powstają rozmaite odnogi, tradycje, praktyki, religie, etc. Po wycofaniu złożonego z pięciu elementów wszechświata, ona -zwana także Lalitą, staje się naturą nirvany (opisana u góry). Ponownie, ta wielka natura, egoizm (ego), pięć elementów (zmysły), trzy jakości (guny) manifestją się. Kosmos elementów powstaje i ulega rozpuszczeniu...

piątek, 8 maja 2009

Wykład Shaika Hisham'a Kabbaniego

Oddaję teskt wykładu sufickiego nauczyciela Szaika Hisham’a Kabbani o tym, czym jest rzeczywistość człowieka, jaka rzeczywista natura miłości, czym tolerancja, akceptacja i ludzki potencjał? Stanowi on zbiór celnych, głębokich spostrzeżeń nietuzinkowego mędrca. Wykład ten jest także udaną próbą uchwycenia istoty duchowości, a idąc za Wiliamem Rusellem chciałoby się powiedzieć: natury „Człowieka Nieznanego". Szejkh Hisham Kabbani, oryginalny myśliciel i mistyk, prostotą i swoistym radykalizmem zauracza.


Próbuję być, tak tylko jak to możliwe, zerem. Znaczy to: próbuję być niczym. Ponieważ, kiedy jesteś niczym, będziesz w stanie zrozumieć wszystko. Ponieważ, gdy 0 stoi przed 1, patrząc na nie od drugiej strony – powstaje 10. To jest to, co ono oznacza. A ten pierwszy, który stworzył świat, jest tą 1 (tym pierwszym). I my wszyscy jesteśmy z Niego, z jego mocy, z jego oceanu miłości, którą przelał on na nas, nam dał, i stworzył nasze stworzenia i nas stworzył.
Jest wielu ludzi, którzy twierdzą, że musimy ze sobą rozmawiać, prowadzić dialog po to by połączyć ze sobą różne społeczeństwa i społeczności, co jest bardzo dobre. Lecz jedyną rzeczą, o której zapominamy jest to, że my już jesteśmy razem. My już jesteśmy istotami ludzkimi z tej samej Matki i z tego samego Ojca. Jeśli jesteśmy z tego samego ojca i z tej samej matki to oznacza, że mamy podobieństwa. Jesteśmy albo mężczyznami, albo kobietami. Więc my już jesteśmy ”z tego samego pochodzenia”. Gdy dusza przyszła do łona matki, odtąd wszystkie dusze mają jedno i to samo pochodzenie. A zatem wszyscy jesteśmy tacy sami czy nam się to podoba czy nie. Nasz Stwórca dał nam to wszystko, abyśmy byli ludźmi. Jest dużym przywilejem móc istnieć (…), jeśli nie istnielibyśmy, to oznaczałoby, że nie moglibyśmy się pojawić. I nasze przejawienie się jest przywilejem.
Wystarczy (samo to), że możemy o sobie powiedzieć: jestem człowiekiem. Jest to naprawdę dużym przywilejem.
Mówi się, że sufizm to duchowy aspekt życia ludzkiego. To ważne. Jeśli chcemy to nazwać sufizmem, jeśli chcemy to nazwać duchowością, jeśli chcemy to nazwać mistycyzmem; jeśli chcemy to nazwać tak, jak chcemy to nazwać… jest to coś, czego nie możemy zmienić, jest to wymiar mocy, którego nikt nie może zmienić. Pochodzi on z tego samego miejsca i pojawia się w sercu każdego z nas. To, co różni jedną osobę od drugiej (mamy taką samą głowę, oczy, uszy, nos, nogi, ręce, mózg, serce, nerki – wszystko takie same), jedyna różnica jest taka, że każdy ma coś, co odczytujemy w nim, jako specyfikację, jako pewien szczególny element, który w nim czy w niej odpowiada za ową różnicę, jako sposób ile, jak dużo może ta osoba osiągnąć, przyjąć z tego oświecenia… Dlatego też, mówi się w naukach duchowych, że „Bóg powiedział - Ani moje nieba, ani ziemia nie zawierają mnie, lecz serce mojego sługi mnie zawiera”. Serce ludzi może zawrzeć wielkość naszego Pana. Ani moje nieba, ani ziemia nie zawierają mnie, lecz serce mojego sługi zawiera mnie. To znaczy, że to słowo: serce, które słyszymy, może zawrzeć całe duchowe oświecenie, o które każdy się pyta i do którego każdy chce dobiec.
Spójrz, jeśli wyjdziesz na ulicę, zobaczysz ludzi idących w jedną stronę i ludzi idących w drugą stronę; ludzi idących z Północy na Południe, ludzi idących z Południa na Północ – kto ich przemieszcza? Kto powoduje, kto sprawia, że wszyscy oni przemieszczają się w różnych kierunkach? A każdy z nich myśli, co innego w swojej głowie, umyśle. Chociaż mamy ten sam mózg, tę samą fizyczną charakterystykę, to duch w nas sprawia, że w nas zachodzą zmiany, on nas zmienia. Przyglądałem się tym świeczkom tutaj i tak się zastanawiałem, jak bardzo one muszą cierpieć po to, by nam ofiarować światło. Jeśli położyć na jej knot palce, oparzysz się; więc natychmiast odczuwamy ból i niemal jednocześnie zaczynamy skarżyć się... Popatrz, ta świeczka nie skarży się, ona daje nam siebie, jest jak fontanna światła, wciąż i tylko daje. Choć spala się, nigdy nic nie mówi, o nic się nie uskarża. Dlatego też ludzie duchowości – oni cierpią bardzo wiele, lecz nie skarżą się. Jeśli narzekają, to nie mogą unieść ciężaru innych. Pewien święty prosił Pana: - O mój Panie otwórz mi swoje drzwi. On czcił go, czcił go, czcił go i prosił, aby otworzył jemu swoje drzwi. Pan odpowiedział - Czy chcesz, abym otworzył swoje drzwi dla ciebie? A on odpowiedział – Tak, byłbym zaszczycony. Pan odpowiedział - więc musisz dźwigać trudności moich sług, poddanych. Musisz dźwigać trudności moich poddanych, musisz stać się takim miejscem dla nich, do którego wszyscy będą mogli wrzucać, składować swoje troski. I wówczas otworzę tobie moje drzwi. Nie chcesz być zrelaksowany, szczęśliwy i mówić „jestem szczęśliwy i nie obchodzą mnie inni” – nie! Ludzie duchowi muszą nieść troski innych, muszą opiekować, troszczyć się o innych ludzi, o to, czego oni potrzebują. I oddają oni z serca, nawet, jeśli cierpią tak, jak ta świeczka, która cierpi, ale się nie uskarża. (2005 r.).


Tłumaczenie własne z angielskiego