Pamiętam ten moment, kiedy zapytany o imię, odpowiedziałem milczeniem, zwlekałem, przretrawiałem sprawę, nie otrzymałem gotowej odpowiedzi, bowiem żadne imię nie przychodziło mi do głowy. Przez moment zastanawiałem się nawet czy mogę napisać je na podanej mi kartce papieru, po chwili jednak ku zaskoczeniu swojemu, jak i samej zainteresowanej, złożyłem kartkę na pół, następnie jeszcze na pół i ją wręczyłem . Jej zdziwienie tym, że na kartce nie było oczekiwanego imienia, jakiegokolwiek znaku ani kreski atramentu, było duże, ale tylko ja wiedziałem, dlaczego nie byłem w stanie niczego napisać, gdyż to po prostu nie miało sensu, było niewykonalne...
Być może dlatego też nie jest priorytetowe, gdzie odnajdą się słowa. Oby się odnalazły. Nie ma znaczenia, czy są z Kodu Canta brigeniensis D, Brihad Nila Tantra, Jńana Sankalini Tantra, Księgi Jonasza czy Sahasranama Stotram, czy po prostu pisze je Gurdżijew. Zresztą takie źródło może być niezidentyfikowane i nie posiadać kodu, tytułu, daty powstania. Ale czy źródło mogło powstać kiedykolwiek? Czy źródło ma swoją genealogię, genezę? Podoba mi się, kiedy u Prabhupady czytam, który cytuje za Wedami, że wiedza, a więc i słowa były najpierw przechowywane przez Słońce. Gdy dorośliśmy do tego, by je przyjąć, Ono przekazało je nam. W tym duchu odczytywać należy też sens sanatanadharmy – religii, wiary, prawa, natury, wiedzy, która nie ma daty powstania.
Oto fragment jednego z najstarszych manuskryptów tantry: Kulachudamani Tantra, KT.
Kulachudamani Tantra, KT dedykowana jest bogini Kali, bogini czasu i przemiany. Jest Kali całościową personifikacją absolutu - rzeczywistości, wobec której ludzkie aspiracje, struktury społeczne i świadomości, formy ułudy, nie przedstawiają większej wartości. Jest także tą tajemniczą, nieskończenie wielką przestrzenią jakby poza wymiarem nam znanym, która w swym potrójnym spojrzeniu uchwyciła i skondensowała byt. Jako zupełnie przejawiająca cechy nadludzkie, boskie (nirguna) jest Nirudha. Ona też decyduje o losie wszelkich stworzeń od stworzenia, przez utrzymanie po zniszczenie, i daleko bardziej wykracza poza to zrozumienie. W tak zwanej świadomości powszechnej narosło wiele błędnych ocen tej jednej z najstarszych bogiń hinduskich, warto więc wskazać na jej właściwy duchowy wymiar jako personifikacji absolutnej.
Jestem Wielką Naturą, świadomością, rozkoszą, kwintesencją, którą z oddaniem się czci. Tam gdzie jestem, nie ma Brahmy (generatora/ Czystego Ducha), Hara (operatora/ Słońca), Shambu (niszczyciela/ Ojca) lub innych bogów, ani nie ma tworzenia, utrzymania i rozpuszczenia. Tam, gdzie jestem, nie ma przywiązania, szczęścia, smutku, wyzwolenia, dobra, wiary, ateizmu (niewiary), autorytetu i ucznia.
Gdy, zapragnąwszy tworzenia, okryłam się swoją Mayą (Shakti - czynną mocą trojaką) i staję się potrójna i ekstatyczna w swojej rozwiązłej grze miłosnej, - jestem Vikarini, dającą początek różnym rzeczom.
Tłumaczenie własne z angielskiego
Tak Kali sama o sobie. Tekst średniowiecznego manuskryptu jest niezwykłym zapisem wtajemniczenia. Syntetyczne to credo, uwalnia od wahań i wątpliwości.
W dalszej części znajduje się syntetyczny opis Jej autokreacji w duchu tantryckiej kosmogonii, gdzie mówi się o pięciu elementach (tanmatrach), 108 lingach, 3 światach, które - spontanicznie emanują, manifestują się. Tak powstają jakości (guny), wszystko, Brahma itp, które są Jej częściami. Tak powstają rozmaite odnogi, tradycje, praktyki, religie, etc. Po wycofaniu złożonego z pięciu elementów wszechświata, ona -zwana także Lalitą, staje się naturą nirvany (opisana u góry). Ponownie, ta wielka natura, egoizm (ego), pięć elementów (zmysły), trzy jakości (guny) manifestją się. Kosmos elementów powstaje i ulega rozpuszczeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz